Odwiedza nas 5 os.

Czyściec: obcowanie z Bogiem, radość
i zbawienny ogień

Nieraz warto posłuchać kogoś, kto nas bardzo nie lubi. Autor książki „Dusza po śmierci”, amerykański mnich prawosławny, ojciec Serafin Rose nie ukrywa swojej awersji do kultury Zachodu oraz do jego religii w obu jej odmianach, katolickiej i protestanckiej. Kulturowo, można powiedzieć, jest on epigonem XIX-wiecznych słowianofilów oraz ich alergii na „zgniły Zachód”.

czy01

Okazuje się jednak, że ktoś, kto nas nie lubi, jeśli jest człowiekiem poważnym i myślącym, potrafi czasem pokazać taką prawdę na nasz temat, jakiej sami byśmy nie zobaczyli i jakiej nie zauważą nasi przyjaciele. Jako punkt wyjścia dla swoich analiz wybrał ojciec Rose słynną książkę Moody´ego Życie po życiu. Pytanie postawił sobie proste: Co można powiedzieć o kulturze i duchowości, której przedstawiciele w najbardziej krańcowym punkcie swojego życia, jaki jest jeszcze dostępny naszym ziemskim obserwacjom, doświadczają takich przeżyć, jak to opisał Moody? I o czym świadczy niezwykła wręcz popularność tego rodzaju opisów wśród ludzi naszego pokolenia?

Odpowiedź na te pytania daje nam ojciec Serafin druzgocącą: Jedno i drugie – zarówno ten rodzaj doświadczeń ostatecznych, jak popularność ich opisów – „jest przede wszystkim odbiciem strasznego braku powagi większości ludzi w świecie zachodnim w stosunku do sprawy życia i śmierci”. Jedno i drugie świadczy przede wszystkim o zagubieniu tradycyjnie chrześcijańskiego stosunku do grzechu i łaski, śmierci i sądu Bożego, wreszcie do życia wiecznego.

Tezę swoją ojciec Rose uzasadnia bardzo poważnymi argumentami. W moim poczuciu o słuszności jego tezy świadczy jeszcze i to, że reportaże z „życia po życiu” – bo przecież książka Moody´ego nie jest unikatem swojego gatunku – nie spotkały się z poważną reakcją na terenie teologii zachodniej.

 Modlitwa za dusze czyśćcowe POMAGA. Świadectwa mistyków Modlitwa za dusze czyśćcowe POMAGA. Świadectwa mistyków

Główną uwagę chciałbym poświęcić nie ukrywanemu przez autora „Duszy po śmierci” antykatolicyzmowi, który sprawia zrozumiałą przykrość katolickim czytelnikom tej książki. Ogromnie przywiązany do swojej tradycji wschodniej, ojciec Serafin nie chce nic wiedzieć o tym, że już w czasach Ojców Kościoła jedna i ta sama wiara katolicka miała swoje – wzajemnie wzbogacające się – odmienności na Wschodzie i na Zachodzie. To właśnie dlatego można mówić o dwóch płucach Kościoła. Otóż ojciec Rose żadnych odmienności nie uznaje, każde ujęcie odmienne niż w jego wschodniej tradycji piętnuje po prostu jako herezję.

Nie tak uczyli Ojcowie Kościoła. Przypomnę, że Kościół katolicki na Wschodzie i na Zachodzie różnił się nawet w przedstawianiu najważniejszej prawdy swojej wiary, prawdy o Trójcy Świętej. Wystarczy sobie uprzytomnić gruntownie inne terminy, jakie wybrano w teologii greckiej i łacińskiej na oznaczenie obecnego pojęcia „osoba”. Katoliccy teologowie greccy mówili, że jeden Bóg istnieje w trzech „hipostazach” – a przecież łacińskim odpowiednikiem greckiego wyrazu hipostasis jest słowo substantia. Z kolei katoliccy teologowie łacińscy woleli mówić, że jeden Bóg istnieje w trzech „personach” – dopiero później, dzięki  takiemu wyborowi, wyraz ten zaczął oznaczać osobę, pierwotnie oznaczał raczej „postać”.

Różnica między tymi dwoma decyzjami terminologicznymi jest kolosalna. Wystarczy się przypatrzeć tym dwom wyrazom – hipostasis oraz persona – żeby zrozumieć dlaczego po dziś dzień trynitologia Kościoła wschodniego bardziej podkreśla odrębność Osób Boskich, podczas gdy trynitologia łacińska widzi przede wszystkim jedność i niepodzielność Trójjedynego. A przecież sam święty Atanazy – na słynnym synodzie wyznawców, jaki się odbył w roku 361 w Aleksandrii – doprowadził do tego, że obie strony uznały wzajemnie swoją prawowierność oraz swoją odmienność.

Prawowierne, a przecież odmienne wydają się również obie doktryny o pokucie pośmiertnej, jaką Bóg w swoim miłosierdziu umożliwia tym, których śmierć zastała jako należących do Niego, a jednak jeszcze nie do końca uwolnionych od grzechu. Na Zachodzie prawdę tę wyraża nauka o ogniu oczyszczającym, który skrótowo przyzwyczailiśmy się nazywać czyśćcem, na Wschodzie – nauka o teloniach, czyli o komorach celnych, przez jakie musi przejść dusza, żeby zostawić diabłu i jego aniołom wszystko, co do nich należy.

Ale przedtem weźmy w obronę ojca Serafina przed zarzutami ze strony niektórych jego braci prawosławnych, którzy w nauce o teloniach dopatrują  się wpływów pogańskich. Materialnie, owszem, mają rację. Oto co na ten temat pisze religioznawca tej miary, jak Gerard van der Leeuw:

„Droga do nieba oznacza oczyszczenie; celem ostatecznym jest zjednoczenie z bóstwem. Wyobrażenie to, przypuszczalnie pochodzenia irańskiego, znalazło klasyczny wyraz w nurtach gnostyckich, hellenistycznych i judaistycznych, panujących na przełomie naszej ery. Świat składa się z siedmiu sfer (planetarnych), a każda z nich ma swego strażnika (bóstwo), którego minąć musi dusza wzlatująca do nieba. Stopień po stopniu wznosi się ona do najwyższego nieba, uważanego zazwyczaj za ósmą sferę, do empireum. Hebdomas albo Ogdoas to stopniowe oczyszczanie, dzięki któremu dusza zostawia za sobą wszystko co ziemskie. Również mitraizm znał to wznoszenie się po siedmiu stopniach: drabinę złożoną z ośmiu bram. (…) Każdej bramy strzeże jeden anioł. Im dalej dusza docierała, tym bardziej zrzucała z siebie, jak szaty, namiętności i zdolności, które otrzymała zstępując na ziemię. Naga, wolna od wszelkiej zmysłowości, dociera do ósmego nieba, gdzie znajduje się szczęśliwość”[1].

Już na pierwszy rzut oka widać istotną różnicę między tymi wyobrażeniami a obrazem pośmiertnych telonii, o których pisze ojciec Rose. Według  wyobrażeń gnostyckich dusza musiała się uwolnić od wszelkich związków ze swoim ciałem, natomiast tradycyjna nauka Kościoła prawosławnego głosi coś zupełnie innego: że dusza potrzebuje uwolnienia od wszelkich pozostałości grzechu. Tylko materia obrazu jest tu przejęta od pogan, treść jest jednoznacznie chrześcijańska.

Za chwilę spróbuję zwrócić uwagę na zgodność, a zarazem wzajemną komplementarność obu tych objaśnień – nauki o ogniu oczyszczającym oraz nauki o komorach celnych. Ponieważ jednak ojciec Serafin radykalnie odrzuca katolicką naukę o czyśćcu, trzeba powiedzieć kilka słów w jej obronie. Przede wszystkim zauważmy, że niedopuszczalnym zniekształceniem jest jego twierdzenie, jakoby Kościół katolicki nauczał o czyśćcu, że polega on na daniu Bogu satysfakcji za pomocą znęcania się nad biednym grzesznikiem. Taka doktryna rzeczywiście byłaby nie do pogodzenia z wiarą chrześcijańską.

Czego naprawdę Kościół katolicki naucza o czyśćcu? Wsłuchując się w słowa Pana Jezusa o możliwości odpuszczenia grzechów nie tylko w tym, ale również w przyszłym życiu (Mt 12,32), oraz w Jego naukę, że po skończeniu drogi można się znaleźć w więzieniu, z którego się wyjdzie dopiero po zwróceniu całego długu (Mt 5,25n; 18,34n), Kościół wierzy, że ostatecznego oczyszczenia, jeżeli jest ono potrzebne, można dopełnić nawet  po śmierci. Właśnie dlatego modlimy się za umarłych, a trzeba wiedzieć, że modlitwa za umarłych znana była już w judaizmie przedchrześcijańskim (2 Mch 12,43-46) oraz praktykowali ją Apostołowie (2 Tm 1,18).

Dlaczego Kościół uczy o ogniu czyśćcowym? Najczęściej w odpowiedzi na to pytanie przytacza się słynny fragment 1 Kor 3,11-15: „Fundamentu nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak, jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drewna, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego. Odsłoni je dzień Pański. Okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę. Ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień”.

Otóż warto sobie uprzytomnić, że w Piśmie Świętym ogień bardzo często wskazuje na szczególną i przekraczającą nasze pojmowanie obecność Bożą. W ogniu, który rozpłomieniał krzak, ale go nie spalał, Bóg objawił się Mojżeszowi (Wj 3). Podczas wędrówki Izraelitów do Ziemi Obiecanej, „Pan szedł przed nimi podczas dnia jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, podczas nocy zaś jako słup ognia, by im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy” (Wj 13,21; por. Lb 14,14). Ogień towarzyszył również pamiętnym wydarzeniom, w których lud Boży otrzymał Dekalog: „Góra Synaj była spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu” (Wj 19,18). W słynnej wizji Izajasza wargi proroka zostają oczyszczone rozżarzonym węglem, wziętym z ołtarza (Iz 6,6n). Zauważmy: Nawet jeśli ten ogień Boży budzi czasem lęk (tak było zwłaszcza podczas objawienia na Synaju), zawsze jest znakiem darów Bożych przekraczających ludzkie oczekiwania.

Również w Nowym Testamencie spotykamy ten tajemniczy ogień, który jest znakiem Bożej obecności. W dniu zesłania Ducha Świętego nad głowami apostołów spoczęły „języki jakby z ognia” (Dz 2,3). O zwycięskim Chrystusie Apokalipsa wspomina dwukrotnie: „oczy Jego jak płomień ognia” (Ap 1,14; 19,12). Natomiast List do Hebrajczyków po prostu powiada: „Bóg nasz jest ogniem pochłaniającym” (Hbr 12,29).

  1. Gabriele Amorth: Jak powstało piekło? Nie było go w zamiarach Stwórcy! o. Gabriele Amorth: Jak powstało piekło?

Stąd właśnie wziął się obraz ognia w opisie pośmiertnego oczyszczenia. Ogień czyśćcowy to wyrażone naszym ziemskim językiem spotkanie z kochającym Bogiem kogoś, kto również kocha Boga, ale jeszcze nie całym sobą. To dlatego święta Katarzyna z Genui opisywała czyściec jako sytuację dialektyczną. Dusze w czyśćcu są szczęśliwe tak niewyobrażalnie, że tylko zbawieni w niebie są od nich szczęśliwsi, a zarazem tak niewyobrażalnie są nieszczęśliwe, że tylko potępieni w piekle są od nich bardziej nieszczęśliwi.

Bo dusze w czyśćcu spotykają się z Bogiem, który jest samą Miłością, nieporównanie głębiej i pełniej niż na ziemi najwięksi nawet mistycy. Zarazem dla dusz, które jeszcze nie całymi sobą kochają Boga, będzie to spotkanie bardzo bolesne. Człowiek widzi wówczas z całą oczywistością, jak mała jest w nim pojemność na Boga w porównaniu z tą, do której został stworzony. Widzi też tam człowiek tę część samego siebie, która rozwinęła się w fałszywym kierunku – i pragnie najserdeczniej, aby to, co w nim niegodne życia wiecznego, zostało przez ten boski ogień spalone. Nie dająca się wyobrazić fascynacja Bogiem, który jest Miłością, obudzi w człowieku wielkie pragnienie wejścia w ten ogień, aby – bez względu na ogromny ból – oczyścić się z tego, co Boga niegodne, i żeby rozszerzyć się jak najwięcej, aby się jak najwięcej Bogiem napełnić.

Ci sami Ojcowie Kościoła, dla których Serafin Rose żywi tak wiele pietyzmu, wyraźnie uczyli o tym oczyszczającym ogniu. I uważam to za rodzaj nadużycia, że ten fakt ojciec Rose nie tylko ukrywa, ale – kierując się antykatolicką emocją – naukę na ten temat przedstawia jako niedopuszczalną innowację Kościoła katolickiego. A przecież nie kto inny, ale tyle razy cytowany wśród wyrazów najwyższego hołdu święty Grzegorz Wielki, nazywany przez ojca Serafina Dialogistą, wyraźnie pisze, „że za pewne lekkie winy istnieje przed Sądem oczyszczający ogień”[2] – i na dowód przytacza znany nam już tekst 1 Kor 3,12-15.

Natomiast święty Augustyn, również szalenie honorowany przez naszego Autora, tak m.in. komentuje modlitwę Psalmu: „Panie, nie strofuj mnie w Twej zapalczywości, ani nie karz mnie w swym gniewie”: „Karcenie zostało zapowiedziane w przyszłości i [Psalmista] tak je opisuje, jakby miało się dokonać przez ogień. (…) [Panie,] w tym życiu mnie oczyszczaj i spraw, abym stał się taki, żeby już nie było potrzeba ognia oczyszczającego”[3]. O idei ognia oczyszczającego u obu tych świętych można by napisać odrębne artykuły, ale tu poprzestańmy na tych dwóch cytatach.

Radykalnym przeciwnikiem nauki o ogniu czyśćcowym był Markos Eugenikos, bardziej u nas znany jako Marek z Efezu (ok. 1391 – ok.1444), główny prawosławny przeciwnik Unii Florenckiej. On jednak – świadom tego, że Ojcowie łacińscy wyraźnie mówili o ogniu oczyszczającym dusze tych, którzy już zeszli z tego świata – wyraźnie żądał od Łacinników porzucenia tej nauki, nawet jeżeli znajdą ją u świętych Augustyna czy papieża Grzegorza, czy u któregokolwiek ze swoich uznanych nauczycieli.

Z dwóch powodów, jak się wydaje, stanowczo odrzucał naukę o ogniu oczyszczającym. Po pierwsze, lękał się – i wyraźnie to mówił – że dopuszczenie istnienia pośmiertnego ognia, który nie jest ogniem wiecznym, byłoby otwarciem furtki dla idei apokatastazy, zaś Metropolita Efeski był tej idei jednoznacznym przeciwnikiem. Po wtóre, ogień czyśćcowy (podobnie zresztą jak ogień piekielny) Marek z Efezu wyobrażał sobie w kategoriach quasi-materialnych, co zamykało go na zobaczenie całej tej problematyki w perspektywie biblijnej symboliki ognia jako szczególnego wymiaru obecności samego Boga[4].

Duchowość katolicka unika, tam gdzie się to tylko da, postawy „albo – albo”, preferując rozwiązania typu „i – i”. Właśnie dlatego w przedstawioną przez ojca Serafina Rose naukę o teloniach warto wsłuchać się życzliwie i z szacunkiem.

Co wspólnego wyrażają te dwa obrazy – ognia oczyszczającego oraz komór celnych – i jakie odmienności w sobie zawierają? Otóż w jednym i drugim obrazie podkreśla się, że ci, którzy zeszli z tego świata jako Boży przyjaciele (czyli po prostu w łasce uświęcającej), ale nie umarłszy jeszcze do końca dla grzechu, mogą, dzięki Bożemu miłosierdziu, dokończyć umierania dla grzechu już na tamtym świecie. Oba obrazy zawierają w sobie ponadto wielką zachętę do tego, żebyśmy się modlili za umarłych.

Odmienności zawarte w obu tych obrazach są odwrotne do odmienności, jakie znajdują się w zachodnim i wschodnim doświadczaniu tajemnicy Eucharystii. W Kościele wschodnim dar Eucharystii doświadczany jest przede wszystkim jako zstępowanie nieba na nasz ziemski padół, w Kościele zachodnim widzimy w tajemnicy Eucharystii raczej szczególną Bożą pomoc w naszej drodze do nieba.

Jakby w odwrotnym kierunku uzupełniają się obie nauki – wschodnia i zachodnia – o możliwości ostatecznego oczyszczenia po śmierci. Nauka o komorach celnych zawiera w sobie obraz drogi do Boga: im więcej komór celnych dusza ma za sobą, tym mniej w niej pozostałości grzechu i tym bliżej do Boga. Nauka o ogniu oczyszczającym zawiera w sobie przesłanie, że Tym, który ostatecznie przygotowuje nas na spotkanie z Bogiem, jest On sam.

W prosty sposób wyraził to święty Jan od Krzyża: Bóg jest podobny do ognia, do którego wrzuca się drewno. Jeśli drewno było mokre, „pod wpływem ognia staje się czarne, ciemne i brzydkie oraz wydziela swąd. W miarę jednak osuszania, ogień coraz bardziej ogarnia drewno płomieniem i usuwa zeń wszystkie ciemne i brzydkie przypadłości, które są jego przeciwieństwem. W końcu, ogarnąwszy je od zewnątrz, rozpala je, zamienia w siebie i czyni je tak pięknym jak on sam”[5].

Jacek Salij OP (tekst ukazał się w kwartalniku „Fronda” 2004 nr 32 s. 46-53)

[1] G. Van der Leeuw, Fenomenologia religii, Warszawa 1978 s.358, z powołaniem się na monografię W. Bousseta, Die Himmelsreise der Seele.

[2] Św. Grzegorz Wielki, Dialogi (4,39), tłum. W. Szołdrski, Warszawa 1969 s.199.

[3] Święty Augustyn, Objaśnienie Psalmu 37,4, tłum. Jan Sulowski, t.2 Warszawa 1986 s.41-42.

[4] A przecież w tej perspektywie Ojcowie potrafili widzieć nawet ogień piekielny. Ogniem piekielnym byłaby – trudno się dziwić temu, że w Kościele rzadko kto tę myśl podejmuje – ta sama nieskończona miłość Boża, która jest szczęściem zbawionych. Quod erit iucunditas mentibus nitidis, hoc erit poena maculosis – mówił papież Leon Wielki. „To, co dla dusz jasnych będzie szczęściem, dla zbrukanych stanowić będzie karę” (Św. Leon Wielki, De beatitudinibus, hom.95,8). Krótko mówiąc, człowiek może się doprowadzić do takiej negacji Boga, że całym sobą nie chce, żeby Bóg był. A Bóg po prostu jest. I nie może przestać być sobą, czyli Bogiem. Nie może przestać być wszechobecną Miłością. Owszem, tutaj, na ziemi, człowiek może ogłosić Jego nieistnienie, albo swoją wolę, że nie chce mieć z Nim nic wspólnego. Jednak po śmierci rzeczywistość Boga stanie przed każdym z nas bezpośrednio. Tam nie da się być poza wszechobecną Bożą Miłością. Nieobecność Boga dla potępionych polegałaby na całoosobowym skurczu protestu przeciwko temu, że Bóg jest Miłością, oraz przeciwko temu, że jest się zanurzonym w Bożej Miłości.

Por. wstrząsający wiersz Sergiusza Awierincewa pt. L´Enfer c´est les autres (tenże, Modlitwa o słowa, Poznań 1995 s.48n):

                … Miłość sama –

jest nieodpartym, nieznośnym płomieniem

trawiącym otchłań. (…)

                …Nie może nie być Bóg,

                               i wszystko

W płomieniu Jego miłości, i płomień

jeden dla wszystkich; lecz dla Piekła Bóg

                               jest Piekłem.

[5] Święty Jan od Krzyża, Noc ciemna (2,10), tłum. O. Bernard od Matki Bożej, w: Tenże, Dzieła, t.1 Kraków 1975 s.462.

Opracowano na podstawie publikacji ze strony: www.fronda.pl

Modlitwa za dusze czyśćcowe POMAGA. Świadectwa mistyków

Miłosierny Bóg sprawił, że możemy skrócić czas czyśćcowego oczyszczenia tym, którzy odeszli już do wieczności, ale ze względu na swoje nieodpokutowane grzechy i zaniedbania nie są jeszcze gotowi aby wejść do nieba.

czy 02

Jak wskazują słowa mistyków, oni nie zapominają o swoich dobroczyńcach. Odwdzięczają się tym wszystkim, którzy pomagają im dostać się do raju, czyli do miejsca prawdziwego, najdoskonalszego szczęścia, do miejsca spotkania z ukochanym Stwórcą oraz bliskimi.

„ Musimy modlić się za dusze w czyśćcu. To niewiarygodne, co one mogą uczynić dla naszego duchowego dobra. ” Św. Ojciec Pio

 Modlitwa ZA EUROPĘ do świętego Benedykta z Nursji Modlitwa ZA EUROPĘ do świętego Benedykta

„ Często to, co przez Świętych w Niebie uzyskać nie mogłam, otrzymałam natychmiast, kiedy zwróciłam się do dusz w czyśćcu. ” Św. Katarzyna z Bolonii

„ To, co ktoś dla dusz czyśćcowych czyni, czy modli się za nie, czy ofiaruje cierpienie, zaraz mu to wychodzi na korzyść i wtedy one są bardzo zadowolone, szczęśliwe i wdzięczne. Kiedy za nie ofiaruję moje cierpienie, wtedy one modlą się za mnie. ” Bł. Katarzyna Emmerich

„ O, gdyby wiedziano, jak wielką moc posiadają te dusze nad Sercem Bożym i jakie łaski można za ich wstawiennictwem uzyskać, nie byłyby tak bardzo opuszczone. Kiedy uprosić chcemy u Boga prawdziwy żal za nasze grzechy, zwróćmy się do dusz czyśćcowych, które od tak wielu lat żałują za swe grzechy w płomieniach ognia czyśćcowego. Trzeba się dużo za nie modlić, aby i one modliły się dużo za nas. ” Św. Jan Maria Vianney

„ Żaden okres mojego życia nie był dla mnie tak szczęśliwy i bardziej błogosławiony niż czas, który spędziłam z duszami i dla dusz czyśćcowych. Bóg wspaniałomyślnie nagradza miłość do dusz czyśćcowych i tą drogą najprędzej pomaga nam w cnotach i doskonałościach, ponieważ te dusze leżą Mu bardzo na Sercu, dlatego że są najbiedniejsze i same już sobie pomóc nie mogą. ” Anna Maria Lindmayr

Na koniec słowa Jana Pawła II, św. Faustyny i Pana Jezusa, które dodatkowo powinny nas zachęcić do tego aby nieść jak najwięcej pomocy przebywającym w czyśćcu.

„ Modlitwa za zmarłych jest ważną powinnością, bowiem nawet jeśli odeszli w łasce i w przyjaźni z Bogiem, być może potrzebują jeszcze ostatniego oczyszczenia, by dostąpić radości Nieba. ” Jan Paweł II

„ Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. ” Św. Faustyna (Dz.20)

„ Wszystkie te dusze [w czyśćcu przebywające] są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości. ” Jezus Chrystus do św. Faustyny (Dz.1226)

Gdy tylko możemy, to módlmy się za wszystkich pokutujących w czyśćcu, ONI CZEKAJĄ NA NASZĄ POMOC.

„ Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju. Amen. „

Nieśmiertelna dusza istnieje

W czasach ZSRR sowieccy ateiści kpili sobie z ludzi wierzących w istnienie nieśmiertelnej ludzkiej duszy, twierdząc, że jej nie ma, bo nie widać jej na prześwietleniu. Inni byli przekonani, że dusza ludzka jest materialną energią i da się ją badać, ale są i tacy ateiści, dla których dusza to tylko produkt ludzkiego mózgu lub zwykłe złudzenie.

Ci wszyscy, którzy nie wierzą w Boga oraz w istnienie nieśmiertelnych ludzkich dusz, powinni uświadomić sobie prosty fakt, że duchowy wymiar rzeczywistości jest niedostępny poznaniu zmysłowemu, a jego istnienie można odkryć tylko na drodze uczciwego i konsekwentnego poszukiwania prawdy, która nieskończenie przekracza świat doświadczalny naszymi zmysłami. I tak na przykład byłoby szczytem braku zdrowego rozsądku szukać mądrości i wiedzy u człowieka, badając jego mózg rezonansem magnetycznym. O istnieniu duchowego wymiaru naszego człowieczeństwa, czyli o istnieniu nieśmiertelnej duszy, świadczą takie przejawy jej działania, jak myślenie, miłość, dobroć, zmysł moralny, sumienie, samoświadomość itd.

 Wędrówka duszy po śmierci – duchowa wizja o. Serafina Rose Wędrówka duszy po śmierci – duchowa wizja o. Rose

Trzeba z pokorą wsłuchiwać się w orędzie tych ludzi nauki, którzy szczerze szukają prawdy i nie są zniewoleni ideologicznymi uprzedzeniami. Jednym z takich naukowców jest laureat Nagrody Nobla neurofizjolog J. C. Eccles (zob. poprzedni artykuł), który opierając się na badaniach ludzkiego mózgu, doszedł do wniosku, że tylko niematerialny podmiot może wytwarzać myśli i zjawiska psychiczne, a świadomość nie może być produktem materii. Idąc tym tropem, prof. Eccles wywnioskował, że istnieje duchowa ludzka dusza – niematerialny umysł, który posługuje się materialnym mózgiem i działa poprzez niego.

     Przejawy istnienia duchowej duszy

Jest prawdą wiary, że w momencie zapłodnienia, to znaczy połączenia się komórek męskiej i żeńskiej, Bóg stwarza indywidualną, nieśmiertelną duszę, która nie ginie po oddzieleniu jej od ciała w chwili śmierci. To dzięki niej człowiek nosi w sobie Boży obraz i Boże podobieństwo, zalążek wieczności, który „nie może być sprowadzany do samej tylko materii” (Gaudium et spes, 18; por. 14).

     Kiedy mówimy o nieśmiertelnej ludzkiej duszy, to powinniśmy pamiętać, że dotykamy tajemnicy ludzkiego ja z jego samoświadomością, wolnością, myśleniem, miłością, wyobraźnią, kreatywnością. Spośród wszystkich stworzeń tylko człowiek ma rozum, wolną wolę, samoświadomość, możliwość refleksji nad sobą samym. Swoimi myślami może wnikać duchowo w makro- i mikrokosmos i je poznawać, a także tworzyć naukę, rozumować, osądzać, wartościować, tworzyć pojęcia abstrakcyjne. Oczywistym znakiem istnienia pierwiastka duchowego w człowieku jest również nasza zdolność komunikacji za pomocą języka, z gramatyką i logiką myślenia (czego w ogóle nie ma w świecie zwierząt). Co więcej, człowiek nieustannie czyni postęp w nauce, w rozwoju cywilizacji (od liczydła do komputera, od łuku po statki kosmiczne itd.), natomiast zwierzęta zawsze czynią to samo i w taki sam sposób.

     To dzięki duchowej duszy człowiek jest istotą rozumną i wolną, ma samoświadomość, jest otwarty na prawdę, miłość, dobro i piękno, ma sumienie i zmysł moralny, dzięki któremu może odróżniać dobro od zła, wierzyć lub nie wierzyć w Boga. Te wszystkie przejawy życia duchowego są nieobecne w życiu zwierząt z tej prostej przyczyny, że nie mają one duchowej duszy. I tu sam zdrowy rozsądek podpowiada, że wiara w reinkarnację świadczy o wyjątkowej naiwności jej wyznawców i o braku zdroworozsądkowego myślenia u nich.

     Harmonijny rozwój człowieka od momentu poczęcia jest zaprogramowany przez „informację” (kod genetyczny) znajdującą się w każdej komórce ludzkiego organizmu. To właśnie ta zakodowana genialna „informacja” organizuje rozwój ciała, zarządza nim i nadaje mu kierunek. Jest ona znakiem istnienia i działania indywidualnej ludzkiej duszy, która tak jednoczy, ożywia i kształtuje materię, że staje się ona ciałem konkretnego człowieka. Dusza objawia się w ludzkim ciele i jako duchowa rzeczywistość osobowego ja jest obecna w każdej komórce ludzkiego organizmu.

     Fakty bilokacji

     Jednym z argumentów wskazujących na istnienie duchowej duszy w człowieku są liczne udokumentowane fakty bilokacji w życiu świętych. Dzięki specjalnemu darowi otrzymanemu od Boga święci mogli się przemieszczać swoim duchem w miejsca odległe nieraz o tysiące kilometrów, aby przychodzić z pomocą potrzebującym. Ich ciało pozostawało w miejscu zamieszkania, natomiast dusza była równocześnie obecna w innym miejscu, aby nieść konkretną pomoc. Pomimo tego, że to była duchowa obecność, inni ludzie mogli ich widzieć i rozmawiać z nimi.

     Ukazywanie się dusz czyśćcowych

     Fakt ukazywania się dusz w czyśćcu cierpiących ludziom żyjącym na ziemi, aby prosić ich o modlitwę w swojej intencji, świadczy o istnieniu ludzkiej duszy i o dalszym jej życiu po śmierci ciała. Mamy liczne świadectwa świętych, których Bóg obdarzył specjalnym charyzmatem spotykania się z duszami cierpiącymi w czyśćcu, przychodzącymi z prośbą o modlitwę i ekspiację za swoje grzechy. Trzeba tu mocno podkreślić, że możliwość spotykania się z duszami czyśćcowymi jest specjalnym darem Boga. Natomiast każda próba wywoływania dusz zmarłych i kontaktu z nimi w seansach spirytystycznych jest otwieraniem się na działanie złych duchów, które doskonale potrafią się kamuflować i podszywać pod osoby zmarłe – dlatego takie praktyki są zawsze grzechem ciężkim.

Doświadczenia z granicy śmierci

     O istnieniu i życiu po śmierci duszy ludzkiej mówią doświadczenia ludzi, którzy w śmierci klinicznej zbliżyli się do granicy prawdziwej śmierci. W książce Immortality, the Other Side ofDeath jej autorzy: Gary R. Habermas i J.P. Moreland, udokumentowali wiele przypadków osób, w tym również niewidomych, które doświadczyły śmierci klinicznej. Jeden z niewidomych, który w tragicznym wypadku doznał śmierci klinicznej, po odzyskaniu przytomności w najdrobniejszych szczegółach opisał akcję reanimacyjną służby medycznej, którą obserwował „oczami” swojej duszy. Również inni niewidomi od urodzenia opisywali przebieg swej reanimacji z takimi detalami, jak kolor ubioru czy rodzaj biżuterii personelu medycznego.

Stwierdzenie zaniku fal mózgowych przez dłuższy czas jest obecnie najważniejszą definicją naturalnej śmierci. Zostały zbadane przypadki osób, u których badania encefalograflczne wykazały, że nastąpił u nich całkowity zanik fal mózgowych, czyli że ustała praca ich mózgu. Istnieją udokumentowane fakty, iż podczas śmierci klinicznej, kiedy mózg tych osób w ogóle nie pracował, pamiętały one, po powrocie do życia, najmniejsze szczegóły wydarzeń właśnie z tego okresu zaniku pracy mózgu. Jest to oczywisty znak, że ludzka świadomość jest niezależna od mózgu i istnieje po śmierci ciała.

     Gary R. Habermas i J.P. Moreland opisują przypadek kobiety, u której badania encefalograflczne wykazały śmierć mózgu – i dlatego została ona uznana za zmarłą. Jednak po trzech i pół godzinach od stwierdzenia zgonu, gdy jej ciało wieziono do kostnicy, kobieta owa nagle odzyskała świadomość i podniosła prześcieradło, które zakrywało jej twarz. Później opowiadała, że podczas zabiegów reanimacyjnych znajdowała się ponad swoim ciałem i wszystko dokładnie widziała i słyszała. Precyzyjnie opisała najdrobniejsze detale tego, co się wtedy wydarzyło. Wszystko pamiętała z okresu, gdy jej mózg był w stanie śmierci. Przypadek ten – został szczegółowo zbadany przez lekarzy, którzy ze zdumieniem stwierdzili, że relacja pacjentki jest całkowicie zgodna z prawdą.

  Jedność duszy i ciała

     Człowiek jest jednością cielesno – duchową. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za «formę» ciała; oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim; duch i materia w człowieku nie są dwiema połączonymi naturami, ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę” (365).

 Wędrówka duszy po śmierci – duchowa wizja o. Serafina Rose Wędrówka duszy po śmierci – duchowa wizja o. Rose

     Ojciec Święty Jan Paweł II przypomina nauczanie Kościoła o jedności ludzkiej istoty, „której rozumna dusza jest per se et essentialiter formą ciała. Dusza duchowa i nieśmiertelna jest zasadą jedności człowieka, jest tym, dzięki czemu istnieje on jako całość – ťcorpore et anima unusŤ – jako osoba. Powyższe definicje oznaczają nie tylko to, że również ciało, któremu przyrzeczone zostało zmartwychwstanie, będzie miało udział w chwale; przypominają także o więzi łączącej rozum i wolną wolę z wszystkimi władzami cielesnymi i zmysłowymi. Cała osoba, włącznie z ciałem, zostaje powierzona samej sobie i’ właśnie w jedności duszy i ciała jest podmiotem własnych aktów moralnych” (Veritatis splendor, 48).

     Współczesna nauka mówi nam, że co 7 – 9 lat następuje całkowita wymiana, na poziomie atomów, całej materii w ludzkim ciele, w tym także w mózgu. Pomimo tego nie stajemy się co 7 – 9 lat nowymi osobami. Tym, co sprawia, że pomimo upływu czasu człowiek pozostaje jeden i ten sam, jest duchowa dusza, będąca zasadą jedności. Człowiek jest jednością duszy i ciała. Nie jestem w stanie myśleć o sobie w oderwaniu od swego ciała i nie mogę go traktować jako niepotrzebnego balastu. Teologia współczesna wyjaśnia, że ciało jest symbolem duszy i jest ukształtowane jako autorealizacja duszy. Dusza ludzka ma nieustanne odniesienie do materialnego ciała, także po jego śmierci, żyjąc w Chrystusie, „oczekuje” jego zmartwychwstania. W tym kontekście jasno widać, że reinkarnacja jest całkowitym zaprzeczeniem prawdy o człowieku, którą objawił Chrystus. Pismo św. wyraźnie mówi: „(…) postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9, 27); „(…) po śmierci nie ma powrotu” (Syr 38, 21).

Reinkarnacja sankcjonuje rasistowską ideologię kastowości w hinduizmie i kwestionuje niepowtarzalność życia człowieka na ziemi, podczas którego decyduje się jego wieczność – zbawienie albo potępienie. Kto wierzy w reinkarnację, odrzuca Chrystusa i oddaje się pod panowanie sił zła. Dusza, będąc duchową rzeczywistością, przekracza świat materii i ze swej natury jest nieśmiertelna, ponieważ Bóg nieustannie utrzymuje ją w istnieniu. Bóg wzywa każdego człowieka do miłości, czyli do bezinteresownego daru z siebie, do wspólnoty ze sobą przez Chrystusa w Duchu Świętym. Według kard. Ratzingera posiadanie duszy oznacza, że człowiek jest chciany, znany i kochany przez Boga; oznacza bycie stworzeniem wezwanym przez Boga do wiecznego dialogu miłości z Nim. Jeżeli jednak człowiek całkowicie odrzuca to wezwanie, uporczywie trwa w grzechach i nie chce, aby Bóg, w swoim Nieskończonym Miłosierdziu, dokonał cudu ich przebaczenia, to wtedy takie życie prowadzi do największego nieszczęścia, jakim jest wieczne piekło egoizmu. Przez świadomie i dobrowolnie wybierane zło człowiek może całkowicie zniszczyć w sobie zdolność do miłości, zerwać więzy miłości łączące go z Bogiem i innymi ludźmi – a więc wybrać piekło – ale nie może siebie unicestwić, bo osobowe ja, utrzymywane przez Boga w istnieniu, jest niezniszczalne. Człowiek może zabić swe ciało, ale nie ma mocy, aby unicestwić swoją duszę

  1. M. Piotrowski TChr

www.fronda.pl na podstawie publikacji z czasopisma „Miujcie się”

Print Friendly and PDF
2013 - 2017 © ChrystusKrol.Esanok.pl
Realizacja na podstawie materiałów powierzonych: Obsluga-Medialna.pl

Parafia pw. Chrystusa Króla w Sanoku, 38-500 Sanok ul. Jana Pawła II 55