Odwiedza nas 3 os.

OJCZYZNA to nasze Wspólne dobro – ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

11 listopad 2013 roku; Pomnij Bracie i Siostro: „A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym, co służą ojczyźnie”. Zdanie ojca naszej kultury literackiej, Jana z Czarnolasu, wskazuje na właściwą płaszczyznę, po której ma się poruszać chrześcijanin: służąc ziemskiej ojczyźnie doczesnej, zasługujemy na Ojczyznę wieczną, na niebo. Kiedy wymawiamy słowa ojczyzna, naród, Polska, nie sposób nie spojrzeć na przeszłość, na Grunwald, na Jasną Górę, na rozbiory, powstania narodowe, odzyskaną niepodległość, Cud nad Wisłą, okupację, Powstanie warszawskie, blisko pięćdziesięcioletnią niewolę pod hasłami Polski Ludowej, na trudną wolność dnia dzisiejszego.

Ojczyzna - Święto Niepodległości

Jak nie odwołać się do klęski wrześniowej, do Monte Cassino, Tobruku, Narwiku i Ankony, nie przypomnieć Katynia, Starobielska, Charkowa, Gułagów i ubeckich więzień po roku 1945?

Można oczywiście zapytać – Po co?

Po to, by stwierdzić za poetą: wolność „krzyżami się mierzy”, Polska ofiarą się mierzy! Dla ludzi wierzących w Chrystusa wolność, ojczyzna, Polska takżemodlitwą się mierzy”.

Jak nie przypomnieć, z jakim żarem błagali Boga o powrót na „ojczyzny łono” poeci a zarazem wielcy chrześcijanie po roku 1830: chcieli powrotu „cudem”, ale cud się nie zdarzył, trwaliśmy w zniewoleniu 123 lata! A jeśli udało się zachować własną identyczność narodową, religijną, kulturową, to dzięki nawoływaniu poetów, kaznodziejów, mądrych polityków.

Norwid wołał do młodej emigracji w Paryżu: „Ojczyzna to wielki – zbiorowy obowiązek”. W czym ten wielki artysta, wielki Polak, wielki chrześcijanin widzi Polskę?

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów nieba…

                               Tęskno mi, Panie…

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą

Popsować gniazdo na gruszy bocianie,

Bo wszystkim służą…

                               Tęskno, mi Panie…

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony

Są – jak odwieczne Chrystusa wyznanie:

„Bądź pochwalony!”

                               Tęskno mi, Panie…

Sytuacja z wieku XIX powtarza się po roku 1939. Poeci, jak Lechoń, Wierzyński, i inni nadal modlili się o powrót „cudem”. Tym razem także cud się nie zdarzył! Znalazł się taki jeden, który zbuntował się przeciw temu hasłu, i zawołał do Boga:

Nie sprowadzaj nas cudem na Ojczyzny łono,

Ni przyjaźnią angielską, ni łaską anielską,

Jeśli chcesz nam przywrócić ziemię rodzicielską –

Nie wracaj darowanej. Przywróć zasłużoną.

[…]

Spraw, by wstała o własny wielki trud oparta,

Biała z naszego żaru, z naszej krwi czerwona,

By drogo kosztowała, drogo zapłacona,

Żebyśmy już wiedzieli, jak wiele jest warta.

I żeby już na zawsze była w każdej trosce,

I już w każdej czułości, lęku i rozpaczy –

By wnuk, zrodzon w wolności, wiedział co to znaczy

Być wolnym, być u siebie – być Polakiem w Polsce.

Marianowi Hemarowi wtóruje w modlitwie poeta – Żyd, ale wielki Polak, wielki patriota, Julian Tuwim:

Chmury nad nimi rozpal w łunę,

Uderz nam w serca złotym dzwonem,

Otwórz nam Polskę, jak piorunem

Otwierasz niebo zachmurzone.

Daj nam uprzątnąć dom ojczysty

Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych

Jak z grzechów naszych, win przeklętych:

Niech będzie biedny, ale czysty

Nasz dom z cmentarza podźwignięty.

Ziemi, gdy z martwych się obudzi

I brzask wolności ją ozłoci,

Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,

Mocnych w mądrości i dobroci.

Wynika z tego, że Polska służbą się mierzy, pokorą się mierzy, dobrocią się mierzy.

A gdzie tu służba, gdzie pokora, gdzie dobroć, gdy słyszymy polityczne przechwałki i patrzymy na kiełbasę wyborczą? Kiedy słyszymy, co jakże słusznie podkreślił w Gdańsku arcybiskup lubelski, „tylko mój pogląd na sprawy polityczne i społeczne jest dobry dla Polski, tylko ja wiem, co i jak w Polsce dziać się powinno”. Słowacki powiedział: „Biada, kto daje ojczyźnie pół duszy, / A drugie pół dla szczęścia zachowa”.

Powiedzmy jasno: dla szczęścia, komfortu, bezpiecznej przyszłości bardzo ograniczonej, bo sprowadzonej do jednej opcji politycznej grupy ludzi. Krzyczą, że wszyscy jesteśmy równi, ale z góry każą nam założyć, że ci, co krzyczą, należą do „równiejszych”. A przecież „Sprawiedliwość – woła w Kazaniach Sejmowych ks. Piotr Skarga – jest fundamentem wszystkiej Rzeczypospolitej”.

Jakże to przypomina dzisiejszą ewangelię, w której czytamy słowa Pana Jezusa o przywódcach, z upodobaniem przywdziewających powłóczyste szaty, lubiących pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawią długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Bóg ich z tego rozliczy!

Bo – choć przyznają się do wiary katolickiej – zapominają o tym, czego uczy Kościół poprzez Sobór Watykański II: „Jest więc jasne, że wspólnota polityczna i władza publiczna opierają się na naturze ludzkiej i należą do porządku określonego przez Boga, […] forma ustroju i wybór władz pozostawione są wolnej woli obywateli.

Stąd też wynika, że wykonywanie władzy politycznej, czy to we wspólnocie, jako takiej, czy to w instytucjach reprezentujących państwo, winno się zawsze odbywać w granicach porządku moralnego, dla dobra wspólnego. […] Z tego zaś jasno wynika odpowiedzialność […] ludzi sprawujących rządy”.

Tym słowom, tym przekonaniom wtóruje współczesny pisarz, Józef Szczawiński: Zanim dnia kropla / Światłem zaciąży / Nieba powiece, /Kluczem dobroci / Otwiera Pan Bóg / Sprawy człowiecze./ Niech myśl przedranna / W serce zapada / Jak w ziemię żyzną./ Niech z niej wyrośnie,/ Niech z niej zakwitnie / Ziemską ojczyzną.

A inny, nawrócony z ateizmu, poeta napisze coś, co streszcza całą przestawioną tutaj wypowiedź:

Ojczyzna moja jest nie tu,

chociaż jest z tego świata cała.

Temu, co tu jest – braknie tchu.

Ta, co jest tutaj – jest za mała…

Witold Dąbrowski

Albowiem, jak powiada św. Augustyn: „niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu”.

ks. Tadeusz Jania SDB

SŁOWA, KTÓRE NIE STRACIŁY NIC ZE SWOJEJ AKTUALNOŚCI

Bracie i Siostro, zachęcam serdecznie do pochylenia się nad lekturą poniższego SŁOWA skierowanego do wiernych w ten szczególny czas. Prawda dawno, ale …

Homilia na Święto Niepodległości Ojczyzny – „Wolność jest zadaniem”, którą w 1993 roku wygłosił ks. Biskup Sławoj Głódź, SŁOWA, które jakże aktualne są również dzisiaj.

Polsko, Polsko! Grób twój tylko Był kołyską nowej zorzy. Wśród wieczności jedną chwilką, w której począł się dzień Boży (Zygmunt Krasiński, Psalm nadziei)

Bracia i Siostry!

Dziś Święto Niepodległości. Dookoła nasdzień Boży” – czas wolności. Wspominamy długi okres narodowej niewoli, który dla jednych stawał się grobową otchłanią; a dla innych „kołyską nowej zorzy”, ku której podążali z niezłomną nadzieją, jakże liczni synowie i córki naszego Narodu.

Biło źródło nadziei.

95 lat temu do nowego bytu w rodzinie Narodów Europy i świata powstało Państwo PolskieNajjaśniejsza Rzeczypospolita.

Jeszcze są pośród nas ludzie tamtego pokolenia, którzy z blasku zorzy, przechodzili w światło dnia – w pierwszy dzień wolności. Milkły strzały Wielkiej Wojny, która tak strasznie spustoszyła wiele ludzkich serc, a jednocześnie przecież odmieniła porządek Europy. Przyniosła wielu ludom i narodom utraconą niegdyś wolność i niepodległość. Wśród nich wstała Polska „by żyć” -w rozgwarze politycznych emocji, w ciszy wypełnionych wdzięcznością ludzkich serc, w uroczystym „Te Deum”, modlitewnym dziękczynieniu.

Patrzymy na tamten odległy czas. Śledzimy pokrętne niekiedy linie polskich dróg, które splatały się w wielki węzeł narodowego zawierzenia, który wiódł ku Niej – ku Niepodległej.

Te słowa odnoszą się do roku 1918 i do naszego dziś.

Dostrzegamy na nich jakże często ślady śmierci, cierpienia, upokorzenia, zdeptanych szans. I pytamy, jak to się działo, że mimo tylu niepowodzeń, biło nieprzerwanie źródło nadziei, z którego wyrastały – z pokolenia na pokolenie – czyny w imię miłości

Ojczyzny podejmowane?

I zastanawiając się nad tym spostrzec musimy, że te drogi polskiego doświadczenia czasów niewoli, nie prowadziły przez pustkowia i wertepy, tylko przez glebę żyzną, obsiewaną ziarnem Słowa Bożego i nauczaniem Kościoła. Z takiej właśnie, religijnej gleby, wyrastało, głębokie przekonanie, że Polska, jej suwerenność państwowa jest przede wszystkim wielkim darem Boga, zrodzonym z Jego planów, a czas niewoli, jest doświadczeniem, z którego dobro ma wyrosnąć – „nowych ludzi plemię”, którzy wolność zdobędą i odmienia oblicze duchowe Narodu. „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką…”

Zda się, że tamtego listopadowego dnia 1918 r. pokolenie naszych przodków, mogło powtórzyć za natchnionym autorem Księgi Kapłańskiej (Kpt 26,13):

Ja jestem Pan, Bóg wasz, który wyprowadził was z ziemi egipskiej, abyście przestali być ich niewolnikami. Ja rozbiłem drągi waszego jarzma i dałem wam możność chodzenia z podniesioną głową”.

Umiłowani!

Pada dziś, jakże często, z goryczą wypowiadane zdanie: coście zrobili z waszą wolnością? Dlaczego zda się ucichł ten wielki wiatr, co niegdyś wiał od morza przez naszą Ojczyznę i splatał ludzi w wielki węzeł „Solidarności”.

Podnosiły się wówczas polskie głowyku wolności. I potem już się właściwie nigdy ugiąć nie dały, choć przyszły nowe doświadczenia Narodu: zmagania 1920 r., II wojna światowa, nowy rozbiór Polski, okupacja, długie lata powojennego życia w niesuwerennym kraju…. Orzeł polski poszybował wtedy zbyt wysoko, aby można go było zapędzić na powrót do klatki niewoli! Szukał schronienia na obczyźnie, osłaniając swymi skrzydłami uchodźcze instytucje narodowe, wsparte o Konstytucję Polski Niepodległej i urząd Prezydenta. Przyfrunął znów nad Polską ziemię, kiedy zaświeciła nad nią – takim ofiarnym trudem poprzedzona – zorza wolności.

Bracia i Siostry!

Już piąty raz obchodzimy pamiątkę dnia 11 listopada w Polsce (dzisiaj mamy już rocznicę 34), w niepodległym Państwie Polskim. Owego roku, 3 maja mówiliśmy o sprawach Narodu, o trwającej wciąż batalii o jego duszę. Jakże aktualny jest to problem dzisiaj.

Dziś w dniu Święta Niepodległości ogarnijmy refleksją państwo polskie, to które jest dziś i będzie jutro. Stawiamy pytania. Próbujemy wyrazić niepokój, jaki niekiedy przenika nasze serca.

Wiemy, że państwo jest zorganizowaną konstrukcją społeczną, prawną, gospodarczą, polityczną – w obrębie której wypełnia się życie jego obywateli. Racja państwa może niekiedy ciążyć nad ich głowami. Dach państwa mogą też przecież prześwietlać promienie dobra, harmonii, ładu.

  • Czy państwu sił przybędzie, jeśli miast jednoczyć i łączyć pod wspólnym dachem, będzie antagonizować własnych współobywateli, narzucać prawa, które stają w poprzek tylu sumień ludzkich? „Biada tym, którzy uprawiają prawa niezbożne” (Iz 10,1) – przestrzega prorok Izajasz.
  • Czy może być tak, że potężne grupy obywateli są traktowane, jako eksponenci „gorszych” cech, dlatego tylko, że są ludźmi wiary, deklarującymi swą wierność dla Ewangelii i Chrystusa?
  • Czy można zapominać o tym, że państwo powinno być narzędziem sprawiedliwości, i nie zbuduje swego autorytetu zezwalając, aby występki nie zostały napiętnowane, a stare krzywdy naprawione?

Stawiamy te pytania dziś, tutaj, w Ojczyźnie. Wiemy, że dotyczą one zagadnień, które są zmorą licznych społeczności wschodnio-europejskich i światowych.

O groźbiesprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy” mówi Jan Paweł II w swej ostatniej Encyklice Veritatis Splendor (Blask Prawdy).

Drodzy Bracia i Siostry!

  • Jak mamy odnieść to zagrożenie do rzeczywistości Państwa Polskiego naszego czasu?
  • Czy możemy przejść obok tej diagnozy Ojca Świętego? Stwierdzić, że ona nas nie dotyczy? Kierujemy te pytania, do was, umiłowani – właśnie dziś!
  • Jak nie zauważyć coraz mocniej znajdującego sobie miejsce również pod naszym niebem życia bez klucza wartości, ultraliberalnego nastawienia?

Czy możemy zlekceważyć żywe w naszej rzeczywistości – zacytujemy słowa ks. inf. Czesława Bartnika – „boje między wiarą, a niewiarą, między Chrystusem a antychrystem, między Ewangelią a antyewangelią, między „Civitas Dei” (Społecznością Bożą) – jak pisał św. Augustyn – a „civitas diaboli” (społecznością szatana), która chce zawładnąć społecznością ziemską i całym światem”.

Patrząc na gmach Państwa, jesteśmy świadomi, że jego siły i wielkości nie zbuduje żaden geniusz, a „tylko może to uczynić świadom swych praw i obowiązków Naród”. To słowa Wincentego Witosa, który kilkakrotnie ujmował ster państwowej nawy rękoma, które przed chwilą pług trzymały.

Nie zbuduje się mocnego Państwa, jeśli tym, którzy są do tego powołani, zabraknie sił moralnych, wierności zasadom sumienia, odporności na prądy, które z obcych źródeł płyną”.

I może, jakiś wielki błąd ostatnich lat w tym tkwił, że kierując społeczną energię na przekształcenie systemu gospodarczego, zapomniano, że zmiany mogą się udać pod jednym warunkiem: że również człowiek będzie się reformował. Człowiek konkretny: ze szkoły, z podupadającej fabryki i rozparcelowanego PGR-u, z państwowego urzędu, że znajdzie oparcie u innych, w instytucjach życia zbiorowego.

Jeden drugiemu brzemiona noście” – wołał Ojciec Święty w 1987 roku w Gdyni. To wołanie dziś, w czasie przekształceń, reform brzmi jeszcze mocniej i silniej niż przed laty, kiedy tak wielu z tych, którzy – wydawało się wtedy – tworzyło szaniec Ojczyzny, przestało być – jakże szybko -„sługami sprawiedliwości” (Rz. 6,18); stając się sługami własnego egoizmu, własnego interesu, własnego stronnictwa, własnej partii.

W dniu Święta Niepodległości patrzymy na kształt Państwa Polskiego i pytamy, CZY CHCEMY JE TRAKTOWAĆ JAKO WIELKIE WSPÓLNE, SPÓJNE DOBRO, a niejako sukno krojone wedle indywidualnych, grupowych czy partyjnych miar?

Jeszcze raz wracamy do myśli o Bogu, o Panu dziejów, który jest twórcą Ojczyzn i Państwa.

A skoro tak, to przecież do właściwego wypełnienia zadań, jakie Państwo sobie stawia, potrzebne mu są Boże moce, potrzebny mu jest pierwiastek duchowy, potrzebne mu jest wsparcie Kościoła.

Słabe to Państwo, które pragnie ograniczyć misję Kościoła, usuwając go z obszaru życia publicznego, wepchnąć do przysłowiowej kruchty.

Krótkowzroczne to Państwo, które zapomina o sile moralnej, jaka z wiary płynie. Wiemy, co się działo, jeśli z obszaru państwa usuwano wartości religijne, a na ich miejsce stawiano bożki komunizmu, nazizmu, hiper-liberalizmu.

Przez polską ziemię płynie wołanie ludzi wiary, aby Państwo Polskie nie zmarnowało tej wielkiej szansy wolności i niepodległości, jaką daje mu Pan dziejów, aby w jego obrębie – powtórzmy za biskupami polskimi -„obok sprawiedliwego ustawodawstwa powinny być również respektowane podstawowe prawa moralne, których źródłem nie jest prawo stanowione”. Bowiem – trzeba to pamiętać – źródło życia Narodu znajduje się poza nim, w Bogu, Stwórcy świata, człowieka, ojczyzn i narodów.

Z niego również płyną odwieczne normy Dekalogu, zawsze aktualne, we wszystkich czasach i okolicznościach, niekiedy nawet na przekór niektórym normom zapisanym na mojżeszowych tablicach.

  • Elementy tego prawa, przez ludzi stanowionego, wchodziły więc niekiedy w zasadniczy konflikt z sumieniami ludzi tego państwa, kształtowanymi w szkole chrześcijaństwa.
  • A przecież prawo jest tylko wtedy rzeczywistym dobrem, wtedy tylko naprawdę służy człowiekowi, jeśli przenika go blask odwiecznej Prawdy, jeśli współbrzmi z zasadami moralnymi, jakie w sumieniach ludzkich Bóg zaszczepia.

Tylko tak rozumiane prawo może służyć dobru wspólnemu, umacniać gmach Państwa. Niechaj ten Blask odwiecznej Prawdy i porządek Bożych praw znajdzie swoje miejsce na kartach nowej Konstytucji, która wciąż jeszcze nie została napisana.

W debacie wokół zagadnień z Konstytucją związanych rozległ się również mocny głos Kościoła. Znajdą się zapewne tacy, którzy uważać będą, że tak być nie powinno. Kościół prowadzi ludzi ku Chrystusowi poprzez konkret Ojczyzny. Nigdy nie pozostawał na marginesie Narodu polskiego, do którego przyszedł nie po przywilej, nie po udział we władzy, ale na służbę; również i tę, która Państwo umacnia.

Iluż ludzi Kościoła – w pochodzie wieków – ten gmach Państwa budowało, wzmacniało, podpierało, chroniło. Czyniło to, zaszczepiając w sumienia ludzkie wrażliwość moralną. A święci i błogosławieni od św. Wojciecha uczyli zasad społecznego współżycia, ucząc miłości do Boga – Pana dziejów i budowniczego Ojczyzn, osadzając żywioł życia w glebie tradycji i obyczaju, z których świadomość narodowa się kształtuje, a z niej poczucie odpowiedzialności za los własnego Państwa płynie.

  • A ileż było tego poświęcenia w czasach, kiedy trzeba było o to Państwo zabiegać, ponieważ go zabrakło! Czy nie jest jakimś swoistym znakiem polskiego losu, że dwaj święci Rafał Kalinowski i Adam Chmielowski, realizowali swoją świętość również i na bitewnych polach 1863 roku?
  • A Traugutt?
  • A paryscy Zmartwychwstańcy?
  • A ludzie Kościoła, którzy szli wraz z żołnierzem polskim na jego szlaki bitewne?
  • Ileż tych nazwisk! Ileż ofiar składanych w Dachau, Katyniu, na tylu miejscach….

Pamiętajmy o tym wszystkim. O tej wielkiej dziejowej drodze, którą idzie Kościół ku Chrystusowi – przez Ojczyznę i przez Państwo – dobrze czyniąc.

Najwyższy to już czas, aby zaprzestać ataków na Kościół, oskarżeń o ignorancję i zaniedbania, o szowinizm, konformizm, nacjonalizm, wstecznictwo….

Swym adwersarzom Kościół pokazuje blask Prawdy Odwiecznej, która potwarzy i oskarżeń się nie lęka, bo wie, że jest dobrem, uczynionym Bożą miłością.

Pośród politycznych sporów, które wypełniają emocjami naszą Ojczyznę, Kościół nie będzie stroną. Nie będzie wiązał swej przyszłości ani „z nogą lewą”, ani” z nogą prawą”. Kościół wspiera się o Krzyż Chrystusowy. I w Krzyżu pokłada nadzieję. W Krzyżu jest zwycięstwo.

Niechaj dzisiaj, w dniu Święta Niepodległości, ten niezwykły blask, który bije od Krzyża Chrystusa – blask Prawdy – rozświetli naszą ojczystą, polską ziemię.

  • Niechaj w jego blasku przejrzą się, aby lepiej swoje zadania zrozumieć, instytucje naszego Państwa, jego urzędy, samorządy, które trzymają w swych dłoniach wielki zakres spraw lokalnych, szkoły, które nowe pokolenia Polaków wychowują. Wojsko Polskie, które jest dla obrony Państwa i Narodu powołane, wszyscy ludzie władzy od wójta do premiera i prezydenta..

Mówi papież w Encyklice Veritatis Splendor. „Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim nędzarzem na tej ziemi. Wobec wymogów moralnych wszyscy jesteśmy absolutnie równi” (n. 96).

Niech ten blask Chrystusowej Prawdy rozświetli nasze serca, nasze rodziny, nasze wioski i miasta, dom nasz cały – umiłowaną Ojczyznę, Najjaśniejszą Rzeczpospolitą. Amen.

11 listopada 1993 r. bp Sławoj Leszek Głodź

Biskup Polowy WP

Print Friendly and PDF
2013 - 2017 © ChrystusKrol.Esanok.pl
Realizacja na podstawie materiałów powierzonych: Obsluga-Medialna.pl

Parafia pw. Chrystusa Króla w Sanoku, 38-500 Sanok ul. Jana Pawła II 55