Odwiedza nas 3 os.

Oto, co naprawdę wydarzyło się w Fatimie

To, co wydarzyło się, począwszy od dnia 13 maja 1917 roku, szóstej niedzieli okresu wielkanocnego, poprzedzającej święto Wniebowstąpienia, można bardzo łatwo opisać.

Od połowy miesiąca wśród mieszkańców Vila Nova de Ourém krążyła powtarzana wielokrotnie pogłoska: trójka dzieci ze wsi Aljustrel, należącej do parafii w Fatimie, utrzymywała, jakoby widziała Matkę Bożą unoszącą się nad niewielkim dębem ostrolistnym w ustronnym miejscu w górach, znanym jako Cova da Iria.

Fatima 01

Zaskakująco niechętnie opowiadającymi o zajściu malcami byli Lúcia de Jesus dos Santos (urodzona 22 marca 1907 roku, ochrzczona 30 marca) oraz jej kuzyni: Francisco Marto (urodzony 11 czerwca 1908 roku, ochrzczony 20 czerwca) i jego siostra Jacinta Marto (urodzona 11 marca 1910 roku, ochrzczona 19 marca). Jak twierdzili, Matka Boża zapowiedziała powracanie w to samo miejsce przez sześć kolejnych miesięcy, trzynastego dnia każdego z nich, o godzinie pierwszego objawienia, czyli gdy słońce będzie w zenicie.

Dnia 13 czerwca, którego patronem jest święty Antoni Padewski, znany w Portugalii również jako święty Antoni z Lizbony (1195—1231), w pobliżu wskazanego miejsca zebrało się około pięćdziesięciu osób pragnących zostać świadkami zjawiska. Zauważono, że trójka pastuszków, bawiących się do tej pory z innymi dziećmi, nagle stwierdziła, że Matka Boża się zbliża, i stała się jakby nieobecna, podczas gdy Łucja rozmawiała z kimś, kogo odpowiedzi nie dało się usłyszeć. Za sprawą potwierdzenia wydarzenia przez osoby trzecie zyskało ono jeszcze większy rozgłos. W lipcu przybyło już około dwóch do trzech tysięcy osób.

Tymczasem życie trójki pastuszków nie uległo większym zmianom, choć teraz coraz częściej pojawiali się w nim przybysze najróżniejszego pochodzenia, przynoszący ze sobą pytania, prośby i żądania. Dzieci stały się równocześnie ofiarami drwin, podejrzliwości, karcenia i gniewu ze strony sąsiadów, kolegów, a nawet członków najbliższej rodziny, rozdrażnionych ich niezwykłymi doniesieniami i zakłóceniem spokojnego rytmu życia we wsi. Zwłaszcza jeden aspekt wywoływał szczególne emocje: Matka Boża wyjawiła pastuszkom pewną tajemnicę. Wszyscy starali się dowiedzieć, czego dotyczyła, ale trójka dzieci dzielnie stawiała czoła wszelkim groźbom i zachętom.

W antyklerykalnej i republikańskiej Portugalii w drugim dziesięcioleciu ubiegłego wieku tego rodzaju wydarzenie było nie do przyjęcia. Stojący na czele gminy Artur de Oliveira Santos (1884-1955, obowiązki w Vila Nova de Ourém pełnił od 1915 roku do 8 grudnia 1917 roku, a następnie w latach 1919-1921, 1922 i 1924), blacharz i dziennikarz, członek założyciel Portugalskiej Partii Republikańskiej oraz mason, znalazł się tym samym w trudnym położeniu. Rozpoczął śledztwo, wezwał pastuszków wraz z rodzicami i postanowił podjąć stosowne kroki. Rankiem 13 sierpnia 1917 roku – w dniu, na który miało przypaść trzecie objawienie — pojechał do Aljustrelu i zabrał trójkę dzieci do swojego domu, gdzie przetrzymywał je aż do 15 sierpnia. Ponad pięć tysięcy osób zebranych przy miejscu znanym jako Cova da Iria w południe 13 sierpnia doznało rozczarowania. Niektórzy utrzymywali, że widzieli obłok, który zbliżył się, a następnie oddalił.

Warto stwierdzić, że przedstawiciele Kościoła odnosili się do tych wieści z dużą dozą zrozumiałej skądinąd podejrzliwości. Proboszcz parafii w Fatimie, ksiądz Manuel Marques Ferreira (1880-1945, wyświęcony w 1908 roku, proboszcz w Fatimie w latach 1914—1919), był równie wstrząśnięty jak Artur de Oliveira Santos. Wielokrotnie przesłuchiwał pastuszków oraz ich rodziny i dążył do stłumienia zjawiska. W istocie, jak potwierdzono później, „wówczas Kościół nie miał ani bezpośredniego, ani pośredniego wpływu na tę sprawę, jak okazało się dopiero po upływie kilku lat”.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że Matka Boża ukazywała się w diecezji od sierpnia pozbawionej biskupa. Kardynał An-tónio Mendes Belo16, patriarcha Lizbony, został na początku miesiąca wydalony przez władze republikańskie ze swojej siedziby. W ówczesnej Portugalii niebezpiecznie było mówić o Bogu. Nie oznacza to, rzecz jasna, że objawienia miały miejsce na ziemiach wyjętych spod władz apostolskich. W diecezji tymczasowo obowiązki pełnił arcybiskup mityleński Joao Evangelista de Lima Vidal. To właśnie on otrzymał list zwierzchnika parafii w Fatimie z dnia 15 października tego samego roku, w którym ten oficjalnie poinformował o wydarzeniach i poprosił o wytyczne, i to właśnie on już 19 października nakazał proboszczowi podjęcie kroków w celu wyjaśnienia sprawy na gruncie kościelnym.

13 września w pobliżu Cova da Iria zebrały się dziesiątki tysięcy osób. W rozmowach prowadzonych w czasie oczekiwania krążyła wieść, że mimo uwięzienia pastuszków Matka Boża ukazała się im w ubiegłym miesiącu, lecz nieco później, niedługo po ich zwolnieniu, i w innym miejscu, znanym jako Valinhos. W południe zgromadzony tłum — niewielka jego część, która mogła dostrzec dąb i pastuszków — miał poczucie jakiejś niezwykłej obecności i widział, jak Łucja rozmawia z kimś znajdującym się ponad drzewem. Z rośliny pozostało już zresztą niewiele więcej niż pniak, a to za sprawą spragnionych relikwii wiernych, którzy odcinali jej fragmenty.

O fakcie donosiły już lizbońskie gazety, które pomimo oczywistej ironii przyczyniały się w ten sposób do upowszechnienia informacji. Ale i bez tego jej popularność była ogromna, a to za sprawą kolejnej wiadomości: już w lipcu Matka Boża obiecała, że ostatniego dnia dokona cudu, dzięki któremu wszyscy uwierzą.

Liczba osób zgromadzonych 13 października robiła wrażenie. Wedle szacunków zebrało się wówczas pomiędzy 50 a 100 tysięcy ludzi. W miejscu objawień znajdował się już prosty drewniany łuk, kilka połączonych kijów, stół, lampiony i kwiaty przyniesione przez wiernych. Szlachta i lud, bogaci i biedni, duchowni i dziennikarze — na miejscu byli wszyscy. O tej samej porze, co podczas wcześniejszych objawień, ustał deszcz i rozwiały się chmury. Dzieci wpadły w trans, a po paru minutach Łucja poleciła spojrzeć w niebo. Wtedy wszyscy dostrzegli w słońcu coś niezwykłego.

Świadek wydarzeń, dziennikarz gazety „O Seculo”, stwierdza: „Ta gwiazda wygląda teraz jak płytka z nieprzezroczystego srebra i można wpatrywać się w nią bez najmniejszego wysiłku. Nie grzeje, nie oślepia. […] słońce migotało, słońce wykonywało gwałtowne ruchy nigdy dotąd nie widziane i sprzeczne z wszelkimi prawami kosmosu. Według typowego wyrażenia wieśniaków — słońce tańczyło”.

„Cud słońca” to z pewnością jedno z najwspanialszych i najważniejszych zjawisk w dziejach ludzkości. Brak wzmianki o jakimkolwiek podobnym wydarzeniu, w którym samo słońce przyczyniło się do potwierdzenia jakiegoś przesłania. Fenomen, zapowiedziany przez trójkę dzieci z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, na własne oczy widziały dziesiątki tysięcy ludzi, którzy pozostawili po sobie świadectwa niepozostawiające cienia wątpliwości. Niektóre z tych osób znajdowały się w odległości paru kilometrów lub w okolicznościach odmiennych od sytuacji tłumu zebranego przy Cova da Iria, co dowodzi, że nie ma tutaj mowy o zbiorowej sugestii. Bez wątpienia doszło do czegoś cudownego. Trudno było nie zgodzić się z tym, że zapowiedziany cud miał miejsce. Fatima osiągnęła pełnię.

I już po wszystkim. Matka Boża dotrzymała obietnicy i ukazała się sześciokrotnie. Przy Cova da Iria nie miało wydarzyć się nic więcej. Ale lepiej może powiedzieć, że to dopiero punkt wyjścia. Maryja zamilkła, ale nie można było przemilczeć tego, co widzieli i usłyszeli ludzie. To koniec objawień fatimskich. I początek skutków Fatimy.

Już w nocy z 22 na 23 października pochodząca z miejscowości Pernes banda, zwołana przez ośrodek masonerii w Santarem, dokonała zaplanowanego napadu na miejsce objawień. Zabrano odnalezione na miejscu przedmioty: łuk, stół, latarnie, krzyże, obrazy i kwiaty oraz ścięto dąb.

Łup przewieziono do domu przy Seminarium w Santarem i wystawiono za opłatą dla zwiedzających. Wykorzystano go również podczas bluźnierczej procesji, która przeszła ulicami miasta następnej nocy.

Złodzieje pomylili się jednak, ponieważ zabrany przez nich dąb był drzewem dużym i zdrowym, a nie pniem ledwo wyrastającym ponad korzenie, który stanowił prawdziwy tron Matki Bożej podczas objawień. Był to pierwszy z wielu czynów składających się na długą i zataczającą szerokie kręgi kampanię przeciw Fatimie, która nigdy się nie zakończyła.

Tymczasem malcy żyli dalej jak gdyby nigdy nic, chociaż ich życie już nigdy nie miało być takie samo. Przybysze i sąsiedzi, to ciekawscy, to szyderczy, to podekscytowani, to rozdrażnieni, byli coraz trudniejsi do zniesienia. Doświadczenie wizji było samo w sobie bolesną udręką, ale większe cierpienia czaiły się dopiero przed pastuszkami.

W październiku 1918 roku cała rodzina Marto – z wyjątkiem ojca, Manuela Pedra Marto (1873-1957), który jako pierwszy uwierzył w objawienia — poważnie zachorowała. Złapała grypę rozprzestrzeniającą się wówczas w Europie wskutek wojny wspomnianej w objawieniu. Dwójka z dzieci, które doświadczyły widzenia, nie miała wątpliwości: Matka Boża z Fatimy obiecała im, że wkrótce zabierze je ze sobą.

Rzeczywiście, 4 kwietnia 1919 roku po bolesnej chorobie w swoim łóżku zmarł Franciszek Marto. Dzień wcześniej po raz pierwszy i ostatni przyjął Najświętszy Sakrament z rąk duchownego. Wiedział jednak, że jego pierwsza komunia miała miejsce trzy lata wcześniej i udzielił mu jej Anioł.

Hiacynta zachorowała na odoskrzelowe zapalenie płuc z ropniakiem opłucnej, w której następnie rozwinęło się ropne zapalenie. 19 lipca 1919 roku trafiła do szpitala w Ourem, ale niestety leczenie nie doprowadziło do poprawy stanu jej zdrowia. Powróciła stamtąd pod koniec sierpnia. Dolegliwość sprawiała jej coraz większy ból. W styczniu 1920 roku dziewczynkę przewieziono do Lizbony, rozpaczliwie starając się ją uratować. Spędziła jakiś czas w Sierocińcu Matki Boskiej Cudownej przy Rua da Estrela, aż w końcu 2 lutego zajęła łóżko nr 38 na oddziale dziecięcym Szpitala im. Królowej Stefanii, gdzie 10 lutego przeszła operację. Zmarła dziesięć dni później.

Wszyscy dookoła byli świadkami tego, jak za sprawą wydarzeń z 1917 roku ta dwójka dzieci — łagodny i milczący chłopiec, wylewna i żartobliwa dziewczynka, obydwoje normalni pod każdym względem — doznała przemiany. Ktokolwiek je widział, nie mógł wątpić w ich świętość. Przejmowali się tylko jedną rzeczą: spełnieniem woli pięknej Pani. Zgodnie ze swoim usposobieniem Franciszek skupił się na pełnej miłości kontemplacji Jezusa, podczas gdy Hiacynta oddawała się ofiarom w intencji nawrócenia grzeszników. Ich beatyfikacji dokonał 13 maja 2000 roku święty Jan Paweł II (1920-2005, papież od 1978 roku) w sanktuarium przy Cova da Iria. Ich wspomnienie przypada na dzień 20 lutego.

Począwszy od 20 lutego 1920 roku Łucja była jedynym widocznym śladem wydarzeń fatimskich na ziemi. Matka Boża powróciła do nieba 13 października 1917 roku. Franciszek dołączył do niej półtora roku później, a Hiacynta — po dwóch latach i czterech miesiącach. Łucja „miała tu pozostać na dłużej”, jak powiedziała jej Matka Jezusa. Miała pozostać aż do odległego, kolejnego stulecia — „a to tyle czasu!”.

*  *  *

Fragment pochodzi z najnowszej książki o Fatimie: „Stulecie Fatimskie”.

Źródło: www.deon.pl

Sto lat od objawień fatimskich

W Fatimie zainaugurowano jubileuszowy rok stulecia objawień.

W Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie zainaugurowano jubileuszowy rok stulecia objawień. Symbolicznym punktem ceremonii było przejście pod prowizorycznym portykiem, powstałym z okazji stulecia objawień z 1917 r.

Przewodniczący uroczystościom biskup diecezji Fatima-Leiria Antonio Marto, stwierdził, że zbieżność początku obchodów z rozpoczęciem okresu Adwentu nie jest przypadkowa, a ich wspólnym mianownikiem jest słowo “obudzić się”. – Przed blisko stu laty Matka Boża tu, w Fatimie, apelowała do ludzkości o pilne nawrócenie się i zejście z drogi prowadzącej do wojennej katastrofy oraz zniszczenia – powiedział portugalski hierarcha.

Głównym punktem roku jubileuszowego w Fatimie będzie wizyta papieża Franciszka w tej portugalskiej miejscowości. Ma do niej dojść w dniach 12-13 maja. Ojciec Święty powinien przybyć z Rzymu bezpośrednio do Fatimy, lądując na pobliskim lotnisku wojskowym. Tym samym Franciszek postąpi podobnie jak Paweł VI, który podczas swojej wizyty w Portugalii w 1967 r. przybył tylko do Fatimy. Pozostali papieże, Jan Paweł II oraz Benedykt XVI, odwiedzali poza Fatimą inne portugalskie miasta.

Zwiastunem wizyty Franciszka było październikowe przybycie sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina do Portugalii. Hierarcha odwiedził zarówno Fatimę oraz Lizbonę, gdzie wziął m.in. udział w sympozjum na Portugalskim Uniwersytecie Katolickim.

Wśród imprez towarzyszących obchodom jubileuszowego roku stulecia objawień w Fatimie będą m.in. kongresy, kolokwia, wystawy, a także koncerty muzyczne. Jednym z oryginalnych projektów powinien być mural online, na który składać się będą świadectwa pielgrzymów z całego świata.

Władze sanktuarium szacują, że w całym 2017 r. zorganizowanych zostanie w Fatimie łącznie ponad 150 różnego rodzaju imprez mających związek ze stuleciem objawień maryjnych.

Objawienia w Fatimie rozpoczęły się 13 maja 1917 r. Trójce małych pasterzy: Franciszkowi i Hiacyncie Marto oraz Łucji Santos przez pięć kolejnych miesięcy ukazywała się Matka Boża, prosząc za ich pośrednictwem ludzkość o nawrócenie i pokutę oraz przekazując trzy tajemnice.

Fatima: Odpust zupełny
z okazji jubileuszu objawień

fatoma 02

Osoby, które dotrą w rozpoczętym pod koniec listopada ub. roku jubileuszu 100. rocznicy objawień maryjnych w Fatimie do tej portugalskiej miejscowości, otrzymają odpust zupełny.

Jak poinformowała w komunikacie diecezja Leiria-Fatima, papież Franciszek udzielił odpustu, który będzie można pod kilkoma warunkami uzyskać w sanktuarium Matki Bożej Różańcowej do 26 listopada br.

– Sakramentalna spowiedź, przystąpienie do Komunii św. i modlitwa w intencjach Ojca Świętego są warunkami niezbędnymi do uzyskania odpustu zupełnego dla pielgrzymów przybywających do Fatimy w roku jubileuszu. Pielgrzymi powinni także pobożnie uczestniczyć w jednej z modlitw ku czci Najświętszej Maryi Panny, odbywających się na terenie sanktuarium, odmówić modlitwę „Ojcze nasz” i akt wiary oraz skierować wezwanie do Matki Bożej Fatimskiej – poinformowała portugalska diecezja.

Ci, którzy nie będą mogli przybyć w roku jubileuszowym do portugalskiego sanktuarium, będą mogli uzyskać odpust zupełny poprzez nawiedzenie wizerunku Matki Bożej Fatimskiej znajdującego się w kościele, kaplicy czy w innym miejscu w 13. dniu każdego miesiąca pomiędzy majem a październikiem 2017 roku.

Diecezja Leiria-Fatima poinformowała, że odpust zupełny będą mogli uzyskać również wierni w podeszłym wieku, chorzy lub osoby, które „z innej poważnej przyczyny” nie będą mogły udać się do miejsc dedykowanych Matce Bożej Fatimskiej, a które „żałują za wszystkie popełnione grzechy”.

Głównym punktem roku jubileuszowego w Fatimie będzie wizyta papieża Franciszka w tej portugalskiej miejscowości. Ma do niej dojść w dniach 12–13 maja.

Tajemnice fatimskie są
naszą rzeczywistością

Z okazji przypadającej w tym roku 100. rocznicy objawień Maryi, w archidiecezji wrocławskiej zainaugurowano nowennę fatimską. Chodzi o spopularyzowanie orędzia fatimskiego, nabożeństwa fatimskiego i fatimskich pierwszych sobót miesiąca.

– Podczas dzisiejszej Eucharystii dziękujemy Panu Bogu za dar Fatimy. Za to wydarzenie, które ma szczególne miejsce w historii zbawienia. Dziękujemy za orędzie, które Maryja kieruje do nas, a jest to orędzie pełne miłości, pełne zatroskania o każdego człowieka. Maryja w Fatimie wzywa nas wszystkich do nawrócenia, do wejścia na drogę miłości Boga i drugiego człowieka – mówił na początku homilii bp Jacek Kiciński.

Nawiązując do liturgii słowa zwrócił uwagę, że kieruje ona nasze myśli na grzech pychy. Zaznaczył, że to właśnie pycha zamyka człowieka na Boga i na drugiego człowieka i sprawia, że człowiek chce być równy Bogu, że człowiek czyni siebie bogiem swojego życia. – Pycha jest pokusą niezależności – przekonywał. Tłumaczył, nawiązując do opowieści o Kainie i Ablu, że w Starym Testamencie grzech pychy przybiera postać zazdrości, a zazdrość przeradza się w nienawiść.

– Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam drugie oblicze pychy – niewiarę – zaznaczył. Zwrócił uwagę, że opisana sytuacja miała miejsce po licznych uzdrowieniach, po cudownym rozmnożeniu chleba. – I właśnie w takim momencie, gdy Jezus potwierdzał swoją naukę cudami, faryzeusze zaczęli wystawiać Pana Jezusa na próbę, domagając się znaku. I Jezus odpowiedział, że żaden znak nie będzie dany temu plemieniu, wsiadł do łodzi i odpłynął. – Ta dzisiejsza liturgia słowa aktualizuje się w dzisiejszym świecie, w życiu codziennym. Ziemia, która dawała Kainowi i Ablowi możliwość utrzymania się przy życiu stała się miejscem przelewu krwi. Ta ziemia, która rodziła chleb, stała się miejscem wielkiej zbrodni. Zawołanie Kaina „chodźmy na pole” jest obecne także w naszym życiu. Grzech zazdrości, jakże często obecny w naszych domach, rodzinach, wspólnotach, przeradza się w nienawiść, a ta powoduje śmierć tylu niewinnych osób.

– Zazdrość rodzi się bardzo powoli w sercu. Zazdrość rodzi się z tego, że człowiek nie potrafi przyjąć drugiego człowieka jako daru, rodzi się z nieuporządkowanego serca – wyjaśniał. Zaznaczył, że grzech nienawiści przyczynia się do dramatu wojny, podziału, niezgody. W dzisiejszym świecie, w XXI w. jesteśmy świadkami wielkiego cierpienia. – To dziś ginie współczesny Abel. Ginie za wiarę w Syrii, Iraku, Afganistanie, w wielu innych krajach świata, gdzie prześladowane jest chrześcijaństwo. Ale współczesny Abel jest prześladowany i wyśmiewany w wielu krajach Europy, dlatego, że nosi ze sobą znak wiary – krzyż Chrystusowy. Ten współczesny Abel ginie też podczas aborcji i eutanazji, bo jest za słaby, niewygodny, za mocno chory. I Bóg dzisiaj upomina się o Abla wołając: „Kainie! Cóż uczyniłeś? Krew brata twego głośno woła do mnie z ziemi”.

Bp J. Kiciński zauważył też, że z drugiej strony doświadczamy wielkiej miłości Pana Boga, który często daje nam wszystkim dowody swej obecności. – Dziś mocą Chrystusa dokonują się uzdrowienia i jesteśmy świadkami wielu cudów, ale nie brak również tych, którzy wołają: wykaż się znakiem, potwierdź, że jesteś Synem Bożym – mówił.

– Jeśli ktoś zamknie swoje serce na Boga, to żaden znak z nieba nie będzie dla niego wystarczalny. Na tle tych ludzkich dramatów opisanych w dzisiejszej liturgii słowa, na tle grzechu zazdrości i nienawiści, na tle grzechu niewiary sytuuje się objawienie fatimskie – zaznaczył – Bóg już wszystko opowiedział o sobie w Jezusie Chrystusie i to powinno nam wystarczyć, a jednak jest jeszcze Maryja, Matka Jezusa Chrystusa i Matka nasza. To ona w Fatimie objawiła się trojgu dzieciom w roku 1917.

Biskup zaznaczył, że przesłanie Fatimy dotyczy przede wszystkim skutków odrzucenia Boga. To przesłanie również dotyczy grzechu Kaina i grzechu niewiary. To wszystko powoduje, że Maryja w orędziu fatimskim wzywa nas do nawrócenia. Maryja nas ostrzega, upomina się o każdego człowieka. Zaprasza nas jednocześnie do postawy miłości, do postawy wynagrodzenia jej Niepokalanemu Sercu.

– Trzy tajemnice fatimskie stają się naszą rzeczywistością. Pierwsza to wizja piekła, miejsca wiecznego potępienia. Opisany widok jest tragiczny. Ten widok piekła naznaczony jest wielkim dramatem, to widok boleści i cierpienia. Tajemnica druga – zapowiedź końca wojny; prośba o ustanowienie nabożeństwa do Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, to prośba o poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, ofiarowanie Komunii Świętej i pierwsze soboty miesiąca jako zadośćuczynienie. Trzecia dotyczyła wybuchu II wojny światowej. „Jeśli człowiek się nie opanuje  przyjdą jeszcze większe cierpienia”. I te cierpienia przyszły. Trzecia tajemnica dotyczy prześladowani Kościoła i to prześladowanie już trwa – dotyczy znieważania Ojca Świętego.

Bp Kiciński dodał, że tajemnica objawień z Fatimy jest dla nas bardzo ważna. Zaznaczył, że współczesny człowiek ma świadomość piekła i potępienia. – Mamy za sobą dramat II wojny światowej, Kościół jest nieustannie prześladowany. Nadal słyszymy głos Boga, który upomina się o Abla, dlatego, jako ludzie wierzący, przychodzimy do świątyni prosić o miłosierdzie Boga nad nami i nad całym światem. Dziś pragniemy uciekać się pod opiekę Maryi Niepokalanej – zakończył.

Po Eucharystii, wewnątrz katedry odbyła się procesja fatimska, podczas której odmówiony został Różaniec. Nabożeństwu przewodniczył ks. dr Marian Biskup, dyrektor Wydziału Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej Wrocławskiej.

W łączności duchowej z Fatimą i całą archidiecezją nabożeństwa będą odbywały się każdego trzynastego dnia miesiąca w każdej parafii aż do października.

Fatima dziś

fatoma 04

„Wezwanie Maryi nie jest jednorazowe. Jest otwarte ku coraz nowym pokoleniom. Ku coraz nowym znakom czasu. Trzeba do niego wciąż powracać. Podejmować je wciąż na nowo” – wołał św. Jan Paweł II w Fatimie w 1982 roku. W 100. rocznicę fatimskich objawień spróbujmy więc je na nowo odczytać. I podjąć.

Benedykt XVI, papież teolog, odwiedzając Fatimę 13 maja 2010 roku, mówił podobnie jak jego poprzednik: „Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona”. Już wtedy papież, który był autorem teologicznego komentarza do trzeciej tajemnicy fatimskiej z 2000 r., wspomniał o nadchodzącej 100. rocznicy objawień: „Oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej”.

I oto teraz właśnie mija 100 lat od fatimskich objawień. Dlatego w Wielkim Poście proponujemy duchową pielgrzymkę do Fatimy. Co tam właściwie się wydarzyło w 1917 roku? Czy znamy treść Maryjnego orędzia? Jakie jest jego znaczenie dla nas dziś? Dlaczego mamy pokutować za grzechy, skoro Bóg jest miłosierny? Co oznacza tajemnicza wizja piekła pokazanego małym pastuszkom? Dlaczego Maryja wezwała do modlitwy o nawrócenie Rosji i w jakim sensie ta prośba pozostaje aktualna? Pytań jest wiele. Poszukajmy odpowiedzi. Nie po to, by gonić za sensacją, szukać utajnionych „proroctw” lub zaspokajać niezdrową ciekawość, ale po to, by wsłuchać się i głębiej zrozumieć prorockie przesłanie Fatimy. Z tej małej portugalskiej wioski bije nadal światło. Jest to światło, które ma moc rozproszyć współczesne mroki grzechu, niewiary, bezbożności w nas i wokół nas. Niech więc to światło nam zajaśnieje. Maryjo Fatimska, prowadź nas do Boga. Bądź przewodniczką po drogach wielkopostnej pokuty. Niech Twoje Niepokalane Serce zwycięży w nas, niech pokona nasze ciemności!

Sedno Fatimy: nawrócenie i pokuta

Nie ma chyba lepszego przewodnika po Fatimie niż Jan Paweł II, który dokładnie w rocznicę pierwszego objawienia Maryi i o tej samej godzinie został postrzelony na placu św. Piotra. Jedna z kul Ali Agcy, które trafiły papieża, minęła o kilka milimetrów główną żyłę brzuszną. Gdyby ta żyła została przerwana, Ojciec Święty umarłby w ciągu 5 minut. Po latach Jan Paweł II powie: „Ktoś tę kulę prowadził”…

Rok po zamachu papież Polak poleciał do Fatimy, aby dziękować Bogu i Maryi za ocalone życie. Przy kaplicy objawień wyznał: „We wszystkim, co się wydarzyło, zobaczyłem – stale będę to powtarzał – specjalną opiekę macierzyńską Matki Bożej”. I dodał: „Proste zbiegi okoliczności nie istnieją w planach Bożej Opatrzności”. Jan Paweł II nie tylko uznał, że życie zawdzięcza Maryi Fatimskiej. Poczuł się zobowiązany przez to wydarzenie, aby zwrócić uwagę świata na fatimskie przesłanie i odczytać je na nowo. Jego homilia z 13 maja 1982 r. kapitalnie objaśnia sens i ukazuje aktualność orędzia przekazanego przez Panią z Fatimy.

Papież przypomina, że mamy tu do czynienia z tzw. objawieniem prywatnym. Kościół od początku nauczał, że pełnią Bożego objawienia jest Jezus Chrystus. Przez Jezusa Bóg powiedział wszystko to, co powinniśmy usłyszeć, i nie należy oczekiwać żadnego publicznego objawienia przed końcem świata. Ale nikt nie może zabronić Bogu przypominać o pewnych prawdach, zwłaszcza zapomnianych. Tym bardziej gdy w grę wchodzi nie tyle przekazanie jakiejś „neutralnej” wiedzy, ile prawdy ocalającej życie. Wieczne życie! Każde z objawień prywatnych jest badane przez Kościół pod kątem zgodności z jedynym Objawieniem, które przyniósł Chrystus. Fatimskie orędzie zostało oficjalnie uznane przez Kościół w 1930 r. jako całkowicie zgodne z prawdą i wezwaniem Ewangelii.

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – to pierwsze słowa nauczania Jana Chrzciciela oraz Jezusa Chrystusa. Usłyszeliśmy je w kościołach podczas posypywania głów popiołem na początku Wielkiego Postu. Orędzie z Fatimy jest w swej istocie naglącym wezwaniem do nawrócenia i pokuty. „Wezwanie do pokuty jest macierzyńskie, a równocześnie mocne i stanowcze” – tłumaczy Jan Paweł II „Wezwanie do pokuty łączy się, jak zawsze, z wezwaniem do modlitwy. Zgodnie z wielowiekową tradycją Pani orędzia fatimskiego wskazuje na Różaniec, który słusznie można określić jako »modlitwę Maryi«. Modlitwę, w której Ona sama czuje się szczególnie zjednoczona z nami. Sama modli się z nami. Tą modlitwą różańcową zostają objęte sprawy Kościoła, stolicy św. Piotra, sprawy całego świata. Nade wszystko grzesznicy, aby się nawrócili i zbawili, a także dusze w czyśćcu”.

Pokuta, pokuta, pokuta!

Wizja piekła ukazana w Fatimie przypomina, że grzech ma tragiczne konsekwencje. W trzeciej tajemnicy fatimskiej mowa jest o aniele, który woła: „Pokuta, pokuta, pokuta!”. Aby zacząć pokutować, trzeba wpierw uznać prawdę o grzechu.

Jest czymś zadziwiającym, że Maryja, która kojarzy się nam z łagodnością, czułością, matczynym ciepłem, pokazała fatimskim pastuszkom piekło. Nie chce się nam to zmieścić w głowie, ale przecież Ewangelia wielokrotnie przestrzega przed piekłem, czyli zatraceniem się człowieka w grzechu na wieki. „Stwierdzenia Pisma Świętego i nauczanie Kościoła na temat piekła są wezwaniem do odpowiedzialności, z jaką człowiek powinien wykorzystywać swoją wolność ze względu na swoje wieczne przeznaczenie. Stanowią one równocześnie naglące wezwanie do nawrócenia” (1036) – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Morze ognia

Łucja tak wspomina to, co dzieci zobaczyły 13 lipca 1917 roku: „Pani nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze, jakby były przezroczystymi czarami lub brunatnymi żarzącymi się węgielkami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego krzyku. Na ich widok można by ogłupieć i umrzeć ze strachu. Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia. Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem: »Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca«”.

Tak, wydaje się to przerażające i takie „niedzisiejsze”. Papież Benedykt XVI komentuje: „Przez jedną straszną chwilę dzieci doświadczyły wizji piekła. Widziały upadek »dusz biednych grzeszników«. Z kolei zostaje im powiedziane, dlaczego wystawiono je na to przeżycie: »Aby ich ratować« – ukazać im drogę zbawienia. Przychodzą tu na myśl słowa z Pierwszego Listu św. Piotra: »cel waszej wiary – zbawienie dusz« (1,9). Jako droga do tego celu wskazany zostaje (…) kult Niepokalanego Serca Maryi”.

„Aby ich ratować”, aby walczyć o ich zbawienie – to motyw, który jest decydujący. Maryja ukazuje dzieciom ostateczne konsekwencje odwrócenia się człowieka od Boga. Jeśli ta wizja piekła wydaje się zbyt przerażająca, zbyt „materialnie dosłowna”, to warto pomyśleć, że w tym czasie trwa I wojna światowa, jak mówiono wtedy Wielka Wojna. Śmierć poniosło 14 mln ludzi. Wystarczy przeczytać opisy krwawych walk w błotach okopów, nieopisanych cierpień rannych, w większości umierających na zakażenie (nie znano jeszcze antybiotyków), oparzonych gazami bojowymi etc., by zrozumieć, że „piekło na ziemi” było już obecne. Konkretne do bólu. Dodajmy, że I wojna światowa okazała się zaledwie przygrywką do kolejnej, jeszcze bardziej okrutnej wojny. Zakończyła się w 1918 r., ale to ona utorowała drogę do powstania zarówno faszyzmu, jak i komunizmu. Oba te prawdziwie demoniczne systemy sprawiły, że świat spłynął ludzką krwią na niespotykaną w dziejach skalę.

Nie, Bóg nie jest okrutnikiem straszącym piekłem. Bóg jest prawdą i miłością. On wzywa do siebie, zaprasza do miłości i życia w prawdzie. Ostrzega człowieka przed drogą prowadzącą do przepaści: „Nie jedzcie z owoców tego drzewa”. To człowiek, gdy zapomina o Bogu, upada sam, a ponadto ciągnie cały świat w stronę zagłady i ziemię zamienia w pobojowisko. „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo” (Pwt 30,19) – mówi Bóg. A więc daje nam wolność, prosząc w tym samym wersecie: „Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo”. A więc nie jest Mu obojętne, co wybierzemy.

Wołamy nieraz, czy Bóg nie mógłby czegoś zrobić, aby powstrzymać zło. Owszem, właśnie robi. Fatimska Maryja jest znakiem Bożego zmiłowania, jest zwiastunką nadziei. Fatima ukazuje konsekwencje grzechu, a zarazem pomocną dłoń Boga. Trzeba się jej uchwycić i pomóc w tym innym. Pokuta to nic innego jak zwrócenie się człowieka do Boga, to wołanie o ratunek dla siebie i innych.

Smutek Boga z powodu grzechów

Pokuta ma wymiar osobisty (pokutuję za moje grzechy w trosce o moje zbawienie), ale także wspólnotowy (pokutuję za innych z troski o ich zbawienie). Nikt nie jest samotną wyspą. Jesteśmy jedną ludzką rodziną. Każdy grzech osobisty ma także wymiar wspólnotowy. Święty Jan Paweł II mówił o tzw. grzechu społecznym i wyjaśniał, że tak jak istnieje solidarność i wspólnota ludzi świętych (świętych obcowanie), tak istnieje wspólnota grzechu i oddziaływanie grzechu na innych. „Dusza, która upada przez grzech, pociąga za sobą Kościół i w pewien sposób cały świat”. A z drugiej strony „każda dusza, która się podnosi, dźwiga świat”.

Pierwsze jest zawsze nawrócenie osobiste. Nie pomogę innym w drodze do zbawienia, jeśli sam jestem odwrócony plecami do Boga. Jeśli wchodzę sam na drogę pokuty i nawrócenia, to przyczyniam się do zbawienia świata. Nawet nie wiedząc o tym.

Maryja pewnie dlatego wybrała dzieci i poprosiła je o modlitwę za grzeszników, ponieważ ich serca były czyste, wolne od przywiązania do grzechu, ufne, otwarte na przyjęcie Bożego planu. One chciały pokutować za innych, za siebie specjalnie nie musiały. My, dorośli, uwikłani w nasze grzechy, musimy zacząć od pracy nad sobą, aby stać się zdolnymi do pomagania innym. Musimy stać się na nowo ufni jak dzieci. „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim” (Mt 18,3-4).

Czym właściwie jest pokuta? To najpierw postawa wewnętrzna, postawa serca. Człowiek dostrzega swój grzech i rozumie, że wyrządził nim krzywdę. Komu? Najpierw Bogu, potem bliźnim, a także sobie samemu. Jego serce jest skruszone, czyli czuje się upokorzony, obolały powodu własnej moralnej nędzy, zastanawia się nad sobą, konfrontuje z prawdą. Czuje żal za popełniony grzech.

Mały Franciszek wyznawał: „Myślę o Bogu, który jest taki smutny z powodu tylu grzechów! Gdybym tylko był zdolny do zrobienia Mu radości”. Poczucie żalu z powodu grzechów oznacza dostrzeżenie złamania przykazania i zrozumienie, że za wykroczenie należy się kara – to zwykły wymóg sprawiedliwości. Żal za grzechy ma też wymiar bardziej personalny – to dostrzeganie „smutku” Boga z powodu moich grzechów. Żal za grzechy łączy się z pragnieniem poprawy (nawrócenie) oraz wynagrodzenia Bogu (zadośćuczynienia). Franciszek wyraża to intuicyjnie, gdy mówi, że chce sprawić Bogu radość, chce Go pocieszyć.

Pokuta wewnętrzna wyraża się w działaniu, w podjęciu czynów pokutnych. Najważniejszym z nich jest spowiedź sakramentalna. W pierwszych wiekach Kościół najpierw naznaczał pokutę (trwającą nieraz kilka lat!), a potem udzielał rozgrzeszenia. Później zaczęto udzielać rozgrzeszenia zaraz po wyznaniu grzechów, a pokutę przesunięto na czas po spowiedzi. Czyny pokutne to różne formy umartwienia wewnętrznego lub zewnętrznego, czyli dobrowolnie podjęte wyrzeczenie, post, asceza, ofiara. Dostrojenie serca do owego smutku Boga z powodu grzechu. Czujemy, że skala podjętego wysiłku pokutnego musi jakoś odpowiadać wielkości popełnionego zła. Dawniej próbowano ująć to w sformalizowane ramy. W średniowieczu powstawały tzw. księgi pokutne zawierające wykaz grzechów oraz przypisanych im pokut, które spowiednicy mieli nakładać penitentom. Była w tym spora przesada, ale świadczyło to o tym, jak poważnie podchodzono do grzechu i pokuty.

Pokuta jako przeżytek?

Dziś cierpimy na tendencję przeciwną. Poczucie grzechu zanika. Tam, gdzie nie widzi się już grzechu, nie ma też mowy o żalu ani o pokucie. Człowiek znajduje sam usprawiedliwienie dla grzechu, który traktuje tylko jako słabość. Poza tym obwiniamy innych, nie widząc winy w sobie.

Święty Jan Paweł II zauważał, że w naszych czasach „dominujące w psychologii i zachowaniu społecznym poglądy są przeciwieństwem pokuty”. I dodawał: „Współczesnemu człowiekowi przychodzi trudniej niż kiedykolwiek uznanie własnych błędów i decyzja zawrócenia z drogi, aby po naprawieniu błędów podjąć wędrówkę na nowo; dzisiejszy człowiek bardzo niechętnie mówi: »żałuję« czy »przykro mi«; wydaje się, że instynktownie, a często bardzo stanowczo odrzuca to wszystko, co jest pokutą w sensie ofiary przyjętej i praktykowanej dla naprawienia grzechu”.

Dlatego papież podkreślał, że „praktyka pokutna Kościoła, aczkolwiek od pewnego czasu złagodzona, nie może jednak być zaniechana bez wielkiej szkody zarówno dla wewnętrznego życia chrześcijan i wspólnoty Kościoła, jak i dla skuteczności ich oddziaływania misyjnego. (…) Jest zresztą jasne, że pokuta chrześcijańska będzie wtedy autentyczna, gdy będzie wypływała z miłości, a nie jedynie z lęku; gdy będzie polegała na poważnym wysiłku ukrzyżowania „starego człowieka”, aby mógł się narodzić „nowy” za sprawą Chrystusa; gdy będzie naśladowaniem Chrystusa, który będąc niewinny wybrał drogę ubóstwa, cierpliwości, surowości i, można powiedzieć, drogę życia pokutnego”.

Ten, kto żyje autentycznie chrześcijańskim życiem, rozumie, że pokuta nie jest czymś jednorazowym. Ponieważ wciąż upadamy, dlatego w życiu chrześcijanina jest stałym wysiłkiem podnoszenia się z grzechu, zaczynania od nowa, bicia się pokornego w piersi, przyzywania Bożego zmiłowania. Całe życie staje się procesem nawrócenia, a zatem zmierza do stałego postępu ku lepszemu.

Fatimskie dzieci płonęły gorliwością pokuty nie tyle za siebie, ile za innych, za grzeszników zagrożonych utratą zbawienia. Podejmowały posty, oddawały swój posiłek biednym, a nawet nosiły w dzień i w nocy szorstki sznur pokutny. Maryja musiała je nawet prosić, aby złagodziły swoje umartwienia. Determinacja Hiacynty, Franciszka, Łucji w podejmowaniu ofiar za grzeszników może nas zawstydzać.

Pełne kościoły w Środę Popielcową, tłumy pod Jasną Górą podczas Wielkiej Pokuty 15 października w ubiegłym roku, stałe konfesjonały, przy których nigdy nie brakuje ludzi. To są znaki, które wskazują, że Polacy wciąż czują pragnienie pokuty. W wielu miejscach na świecie pokutne praktyki, posty, umartwienia prawie zaginęły. Uznano je za średniowieczny przeżytek, uznano, że Bóg nie potrzebuje już takich rzeczy. Fatima pokazuje, że jest inaczej. W wizji pochodzącej z trzeciej tajemnicy fatimskiej pojawia się anioł trzymający w ręce ognisty miecz. Pokazując prawą ręką ziemię, mówił mocnym głosem: pokuta, pokuta, pokuta! Czy to wołanie rozlega się jeszcze w Kościele? Czy ktoś się nim przejmuje?

 

 

Print Friendly and PDF
2013 - 2017 © ChrystusKrol.Esanok.pl
Realizacja na podstawie materiałów powierzonych: Obsluga-Medialna.pl

Parafia pw. Chrystusa Króla w Sanoku, 38-500 Sanok ul. Jana Pawła II 55