Odwiedza nas 14 os.

Wspomnienie św. Ojca Pio

Wokół ludzkich i duchowych doświadczeń Ojca Pio z Pietrelciny, wówczas Franciszka Forgione, powstał jeden z najbardziej znanych i interesujących przejawów kultu religijnego we Włoszech w początkach XX w. Przez pięćdziesiąt lat, 1918-1968, Ojciec Pio, nigdy nie opuszczając klasztoru Santa Maria delle Grazie w San Giovanni Rotondo, przyciągał swoją postawą całe pokolenia Włochów i obcokrajowców. Ludzie udawali się na Gargano, by spotkać się z zakonnikiem, który nieustannie powtarzał; Pragnę być jedynie ubogim bratem, który się modli. Był głęboko przekonany, że – modlitwa jest największą bronią, jaką posiadamy, jest kluczem otwierającym serce Boga -. Wielu z wiernych, którzy odwiedzili to małe miasteczko w Puglii, z pewnością natknęło się na księdza kapucyna., wiodącego życie naznaczone prostotą i wręcz monotonnie powtarzającymi się czynnościami. Modlitwa, sprawowanie Mszy św., spowiedź, przyjmowanie i słuchanie pielgrzymów wypełniały powszedni dzień świętego przez całe pół wieku. Do tej skromnej egzystencji dołączyły z czasem łaski duchowe oraz doświadczenia mistyczne, wszystkie o charakterze ponadnaturalnym.

Franciszek Forgione urodził się w rodzinie prostych ludzi z południa Włoch, którzy byli właścicielami kawałka gruntu, mniejszego niż hektar, o godzinę drogi od Pietrelciny. Gracjan Forgione i Maria Józefina De Nunzio wydali na świat ośmioro dzieci. Franciszek, urodzony 25 maja 1887 r., był czwartym ich synem, ale dwóch jego braci, urodzonych bezpośrednio przed nim zmarło w wieku dziecięcym, tak samo zresztą jak Mario, ostatni z rodzeństwa. Pomimo, iż rodzina Forgione nie była biedna, nie mogła zapewnić swoim dzieciom ani należytej opieki medycznej, ani wykształcenia. Życie w miasteczku odbywało się w rytmie wyznaczanym przez zimę, rodzinę, wiarę. Religijność mieszkańców była prosta, lecz przykładna. Powołanie Franciszka objawiło się w sposób naturalny i nie było związane z żadnymi nadzwyczajnymi wydarzeniami. Był on łagodnego charakteru, bardzo posłuszny i już jako dziecko lubił chodzić do kościoła i z upodobaniem uczestniczyć we Mszy św. Zazwyczaj uczęszczał do kościoła Santa Maria degli Angeli, gdzie upodobał sobie kaplicę św. Anny. Sympatia dla młodego kapucyna, który często odwiedzał Pietrelcinę, poparta pobożnym uwielbieniem matki dla franciszkanów, spowodowały, że we Franciszku zrodziło się pragnienie – zostania zakonnikiem – i naśladowania – tego księdza z brodą. Rodzina poważnie potraktowała jego wolę i zainwestowała swój niewielki majątek w naukę chłopca, powierzając go opiece miejscowemu księdzu. Dnia 6 stycznia 1903 r. Franciszek wstąpił do kapucynów w Morcone i przyjął imię Pio. Po okresie nowicjatu przebywał w klasztorze Sant Elia w Pianisi w prowincji Campobasso. Uroczyste śluby zakonne złożył w styczniu 1907 r., a 10 sierpnia 1910 r. został kapłanem. Jednak rozpoczęcie życia wspólnotowego i zakonnego przesunęło się w czasie ze względu na szwankujące zdrowie młodego kapłana, chwilowo odesłanego przez przełożonych do Pietrelciny. Tam Ojciec Pio spędził 6 lat, następnie zaś przeniesiono go do Foggia, a wkrótce do San Giovanni Rotondo.

Lata młodości, nauki, nowicjatu i przygotowania do kapłaństwa słynnego mistyka naznaczone były problemami zdrowotnymi oraz otrzymywaniem nadprzyrodzonych znaków. Sny i wizje, bogate w symbole, poprzedzały to, co miało się wydarzyć w dalszym jego życiu. Owe doświadczenia są nam znane dzięki bogatej korespondencji prowadzonej przez brata Pio ze swoim kierownikiem duchowym i spowiednikiem, gdzie opowiadał on o walce z diabłem (Niebieskobrodym), toczonej niejednokrotnie przy użyciu siły fizycznej. Ale młody kapucyn niespecjalnie chętnie dzielił się tymi przeżyciami, tym bardziej daleki był od chwalenia się nimi. Poczucie strachu i niedopasowania do duchowej przygody, w której przyszło być mu bohaterem, będzie towarzyszyło świętemu już zawsze.

Największe cierpienie przyniosła Ojcu Pio choroba – przewlekła forma gruźlicy płuc, która w tajemniczy sposób objawiła się ze szczególną natarczywością podczas pierwszych lat służby kapłańskiej i to za każdym razem, gdy próbował osiąść w klasztorze kapucynów. Raz za razem powracał leczyć się do Pietrelciny. W rodzinnym miasteczku sprawował podwójną służbę kapłańską; odprawiał liturgię Mszy św. i był duchowym kierownikiem kilku wiernych, wskazanych mu przez tych samych przełożonych, z którymi prowadził korespondencję. W ten sposób zostały nawiązane znaczące relacje, m.in. z franciszkańską tercjarką Raffaelią Cesare. Jednak w centrum jego życia pozostało sprawowanie Najświętszej Ofiary. Dlatego właśnie od celebrowania Eucharystii należy rozpocząć interpretację duchowości Ojca Pio. Kiedy odprawiał mszę upodobniał się do Chrystusa w całkowitej ofierze z siebie. Misterium męki Pańskiej pochłaniało go zupełnie, a jego głębokim pragnieniem było uczestniczenie, możliwie jak najpełniej, w doświadczeniach cierpienia i miłości Chrystusa. Celebracja Mszy św. przez Ojca Pio trwała bardzo długo; jej charakterystycznym momentem były przerwy na zatopienie się w modlitwie, na adorację, na przeżywanie wewnętrznych uniesień. Wszystko, co Jezus zniósł w czasie swej Męki – pisał Ojciec Pio w jednym ze swoich listów – także i ja cierpię w sposób niedoskonały, w takim stopniu, w jakim to dopuszczone dla stworzenia ludzkiego. Tajemnica głębokiego związku z Ukrzyżowanym dopełniła się 20 września 1918 r., siedem wieków po naznaczeniu stygmatami Franciszka z Asyżu; Ojciec Pio otrzymał rany Jezusa. Został wtedy wysłany do San Giovanni Rotondo.

Stygmaty przyniosły mu sławę z równoczesnym cierpieniem z jego strony i niekończącymi się polemikami. Należy podkreślić, że sam Ojciec Pio nie zabiegał o całe to zamieszanie wokół jego osoby. Jednak zjawiska stygmatyzmu nie dało się utrzymać w tajemnicy. Wieść rozeszła się w tempie błyskawicy, ściągając do trudno dostępnej osady w górach Gargano tłumy wiernych i ciekawskich. Pięć ran obecnych na dłoniach, stopach i u boku, zostało poddanych badaniom przez wielu lekarzy i naukowców, szczególnie w początkowym okresie ich pojawienia się. Opinię tych, którzy w zranieniach (nb. nigdy nie ulegały zakażeniu, mimo iż nie stosowano żadnych opatrunków, ani też nie zagoiły się aż do chwili śmierci) dopatrywali się zjawiska o naturze psychosomatycznej, możliwym do wyjaśnienia jako przejaw neurozy czy wyjątkowo silnej sugestii, zostały odrzucone siłą oczywistości samych ran. Jak wiadomo, najbardziej wiarygodną wówczas, sceptyczną opinię na temat ran kapucyna wydał o. Augustyn Gemelli. Utrzymywał on pełną nieufności postawę wobec brata Pio, mimo że nigdy nie badał z bliska jego stygmatów. Opublikowana przez niego opinia wpłynęła jednak na wydanie negatywnego osądu przez papieża Piusa XI i spowodowała podtrzymanie oskarżeń grupy oszczerców, na czele których stał zaciekły przeciwnik Ojca Pio – Pasquale Gagliardi, biskup Manfredonii. Właśnie te oskarżenia zmusiły Stolicę Apostolską do wypowiedzenia się w kontrowersyjnej sprawie stygmatów. Począwszy od 1922 r. Święte Oficjum narzuciło zastosowanie restrykcyjnych środków wobec znanego już kapucyna i oświadczyło, że nie ma żadnej pewności , że posiadane przez niego rany mają swoje ponadnaturalne źródło pochodzenia.

Nakłoniono Ojca Pio do zmiany dotychczasowego kierownika duchowego, zakazano mu pisania listów i zabroniono pokazywania stygmatów. Następnie musiał ograniczyć odprawianie Eucharystii do trzydziestu minut. Ten okres napięć i restrykcji trwał aż do 1933 r., sprawiając słynnemu kapucynowi ogromny ból, lecz nigdy nie wywołując u niego reakcji przeciwstawienia się. Przez całe swoje życie z zadziwiającą pokorą i pełnym posłuszeństwem przyjmował uwagi i zakazy przełożonych., często sprzeczne ze sobą, milcząc w obliczu oszczerstw. Tak jak w 1960 i 1964 r., kiedy to ponownie nałożono na niego restrykcje, na podstawie podejrzeń o uchybienia przy zarządzaniu założonym przez niego szpitalem oraz kierowaniu liczną grupą wiernych kobiet, stale poszukujących jego obecności. Przez pewien okres był też kontrolowany następującymi po sobie wizytami apostolskimi. Okresy największej swobody przypadają na pontyfikat Piusa XII, od 1939 do 1958, i Pawła VI, począwszy od 1963 r.

Ci, którzy zetknęli się z duchowością Ojca Pio nie pozostawali już obojętni. Łaska, która najbardziej promieniowała od niego, to dar czytania w duszy, określany jako introspekcja. Niezliczone są przypadki bezpośrednich świadectw ludzi, którzy udali się do San Giovianni Rotondo z czystej ciekawości lub z zamiarem wykpienia świętości tego kapucyna, a przeżyli tam nawrócenie, poprzez przystąpienie do sakramentu spowiedzi i okazaniu szczerej skruchy. Wierni byli też pod wrażeniem mocy uzdrawiania posiadanej przez Ojca Pio. Pod tym względem ilość przypadków uleczeń jest niezliczona. Przypomnijmy chociażby sześciolatka z Francji, cierpiącego na meningokokowe zapalenie opon mózgowych w końcowym stadium klinicznym. Prośba o wstawiennictwo dotarła do Ojca Pio telegramem o godzinie 13.30, 29 stycznia 1957 r. Już o godzinie 16.00 gorączka opuściła chłopca. Kiedy nazajutrz pokazano mu zdjęcie kapucyna, powiedział, że dobrze go zna, ponieważ spotkał się z nim w ciągu dnia. To jeden z wielu przykładów bilokacji świętego. Wśród osób deklarujących, że spotkały się z Ojcem Pio – a bardzo rzadko opuszczał on swój klasztor – jest św. Alojzy Orione, który opowiadał o rozmowie ze świętym mistykiem, jaką odbył z nim w Rzymie, w Bazylice św. Piotra.

Ojciec Pio maił jasno sprecyzowaną misję; uczestniczenie w męce Chrystusa Ukrzyżowanego i niesienie ulgi w cierpieniu wiernym, przybliżając ich tym samym do Boga. Tak rozumiane posłannictwo doprowadziło do stworzenia w San Giovanni Rotondo zakładu opieki medycznej, w którym opieka i leczenie ludzi ubogich byłyby całkowicie darmowe. Drzwi Domu Ulgi w Cierpieniu zostały otwarte 5 maja 1956 r. Do chwili obecnej ta placówka pozostaje jedną z najnowocześniejszych w Europie. Trzeba też dodać, że na wszystkich kontynentach tworzą się spontanicznie tysiące Grup Modlitwy, inspirowanych postacią słynnego kapucyna; grupy te nie podlegały kontroli przez Ojca Pio, ale były popierane przez wielu biskupów.

Ojciec Pio odszedł do Pana w nocy 23 września 1968 r. w wieku 81 lat. Po pogrzebie, w którym uczestniczyły rzesze wiernych, ogłoszono, że udzielone mu stygmaty znikły w momencie zgonu. Jeszcze kilka dni przed śmiercią, już umęczony wieloletnim bólem i schorowany, Ojciec Pio nadal oddawał się tym samym, co zawsze czynnościom. Pobudka o piątej rano, modlitwa, odprawianie mszy dla wiernych, przyjmowanie niekończącej się procesji penitentów. Następnie spowiedź, ponad stu osób dziennie. Jego świętość została zatwierdzona i uroczyście ogłoszona przez Kościół 16 czerwca 2002 r., podczas liturgii kanonizacyjnej sprawowanej przez Jana Pawła II, któremu dane było osobiście poznać Ojca Pio i uzyskać przez niego wstawiennictwo u Boga dla swojej cierpiącej na raka współpracownicy Wandy Półtawskiej. Miejscowość San Giovanni Rotondo należy do ważnych miejsc pielgrzymkowych zarówno we Włoszech, jak i świecie, przyjmując rok rocznie około dziewięciu milionów wiernych (dane z 2002 r.). Święty Pio jest nadal nazywany przez wszystkich Ojcem Pio.
Święci na każdy dzień
Tom VII, s. 109-113
Źródło: www.ksiazkioojcupio.blogspot.de/

DARY I CHARYZMATY ŚWIĘTEGO OJCA PIO

Stygmaty

    20 września 1918 roku podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego Ojciec Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Zaczęły się goić dopiero tuż przed śmiercią a następnie znikły całkowicie.

Niezwykłe zapachy

    Zapach świętości Ojca Pio – niektórzy święci posiedli dar, który jest znany jako “zapach świętości”. Fenomen ten nazywany jest osmogenezą. Pozwala on na odczuwanie obecności świętego poprzez charakterystyczny dla niego aromat (zapach fiołków). Ów zapach świętości Ojca Pio był wyraźnie wyczuwalny przez ludzi, którzy znajdowali się w pobliżu. Wydobywał się z jego ciała, ubrań lub przedmiotów które dotknął. Czasem był wyczuwalny w miejscach przez które jedynie przeszedł.

Dar jasnowidzenia

    Dzięki natchnieniu Ducha Św. Ojciec Pio posiadał zdolność spoglądania do wnętrza czlowieka. Ten dar szczególnie objawiał się podczas spowiedzi. Pewna kobieta przybyła z Anglii do Ojca Pio prosząc o spowiedź. Weszła do konfesjonału, lecz Ojciec Pio zamknął okienko mówiąc: „Nie mogę udzielić Ci spowiedzi”. Kobieta ta nie wyjechała jednak przez następne kilka tygodni i codziennie podchodziła do konfesjonału by znów usłyszeć odmowę. W końcu Ojciec Pio zgodził się na przyjęcie jej spowiedzi. Ona zapytała dlaczego musiała tak długo czekać. Ojciec Pio odpowiedział: „Jak długo kazałaś czekać Naszemu Panu? Powinnaś zastanowić się nad tym jak to jest możliwe by Jezus przyjął Cię po tym jak popełniłaś tak wiele przewinień. Odwlekałaś rachunek sumienia przez lata, poza przewinieniami wobec swojego męża i matki przyjmowałaś komunię będąc winną grzechu śmiertelnego” – usłyszała kobieta w niezmiernym zdumieniu i powzieła szczere postanowienie poprawy. Płakała, gdy otrzymywała rozgrzeszenie. Po kilku dniach powróciła do Anglii bardzo szczęśliwa.

Dar modlitwy wstawienniczej i ustawicznej

    Modlitwy Ojca Pio były szczególnie skuteczne. Do dziś ludzie modlący się za Jego wstawiennictwem doświadczają wielu łask.

Bilokacja

    Jeden z najniezwyklejszych darów – choć Ojciec Pio był fizycznie obecny w jednym miejscu, doświadczano jego obecności także gdzie indziej. Istnieją dowody na to, że od czasu wystąpienia z armii w r. 1916 ojciec Pio nigdy nie opuścił San Giovanni Rotondo, a jednak był widziany w wielu miejscach na świecie, nawet w Kalifornii…
Istnieje z tym związanych wiele świadectw:
Ojciec Pio odwiedził biskupa, który udzielił mu święceń kapłańskich 10 sierpnia 1910 roku w katedrze Benevento. Wydarzyło się to przed śmiercią biskupa. Ojciec Pio bilokował, aby duchowo wesprzeć biskupa.
Nawet błogosławiony Don Orione mówił o darze bilokacji Ojca Pio. Powiedział on: „Byłem w kościele św. Piotra w Rzymie, aby wziąć udział w uroczystościach beatyfikacyjnych św. Teresy. Był tam również Ojciec Pio pomimo faktu, iż w tym samym czasie był on również w swoim klasztorze. Widziałem go. Uśmiechał się i poprzez tłum ludzi zbliżał się w moim kierunku. Jednak, kiedy był już całkiem blisko mnie, zniknął”.
W 1951r. Ojciec Pio odprawiał Mszę świętą w pewnym klasztorze w Czechosłowacji. Po Mszy siostry zakonne poszły do zakrystii aby zaproponować Ojcu Pio kawę jako podziękowanie za jego niespodziewaną wizytę. Niestety nie znalazły go tam i na tej podstawie wywnioskowały, że miały do czynienia ze zjawiskiem bilokacji.


Wizje ojca Pio. Najbardziej przejmuje ta dotycząca apokalipsy 

Ojciec Pio – znany jako zakonnik ze stygmatami, darem bilokacji i przenikania ludzkich sumień – miał również nadprzyrodzone wizje dotyczące dusz zmarłych, przyszłości świata i jego końca. Pierwszej wizji doznał już jako młody chłopiec. Miewał je często i pisał o nich do swojego duchowego powiernika i przyjaciela – o. Augustyna.

Francesco Forgione, czyli właśnie o. Pio z Pietrelciny, otrzymał wiele darów, które podporządkowane były miłości Boga i bliźniego. Niezwykłe umiejętności pojawiały się u niego już od najmłodszych lat. Nie ze wszystkich zdawał sobie sprawy i nie umiał nadać im właściwego znaczenia. Mimo wszystko jego zdolności zadziwiały.

Wizja o. Pio zapowiadająca powołanie

W grudniu 1902 roku, medytując nad swoim powołaniem miał wizję, w której to odwiedził go pewien dostojny mężczyzna odziany w światło. Postać wzięła go za rękę i wypowiedział słowa: „Pójdź za mną i walcz jak dobry żołnierz”.

Widział wówczas wielu ludzi podzielonych na dwie grupy: o ładnych twarzach i o brzydkich. W pewnym momencie człowiek o brzydkiej twarzy próbował go zaatakować. Zakonnik jednak nie uległ. Otrzymał od tajemniczej jaśniejącej postaci zapewnienie, że takie walki będzie musiał toczyć już zawsze i by się nie obawiał, bowiem będzie miał w nim wsparcie. Po takich wizjach następowały starcia z szatanem, a o. Pio, wielokrotnie przez niego dręczony, musiał się im przeciwstawić.

Wizje z duszami czyśćcowymi

Pewnego wieczoru, gdy o. Pio odpoczywał na swoim łóżku w klasztorze, zjawił się u niego człowiek ubrany w czarny płaszcz. Powiedział, że jest duszą czyśćową i nazywa się Pietro di Mauro. Zginął w pożarze 18 sierpnia 1908 roku, kiedy klasztor sprawował funkcję hospicjum dla osób starszych. Leżał wówczas na tym samym miejscu, co zakonnik. Prosił ojca o odprawienie mszy świętej za niego.

Po konsultacji z przełożonym o. Paolino z Casacalenda, Eucharystia została sprawowana. Po zweryfikowaniu danych okazało się, że taki pożar rzeczywiście miał miejsce w przeszłości.

Znany jest także przypadek, gdy jedna z córek duchowych zakonnika – Cleonice Marcaldi z San Giovanni Rotondo – przyszła do spowiedzi i wyraziła zaniepokojenie tym, gdzie po śmierci znajduje się jej mama. Ojciec Pio powiedział jej, żeby się nie martwiła, bo kobieta jest już w niebie.

Proroctwo o. Pio dotyczące przyszłości i końca świata

Wielokrotnie w swoich wizjach zakonnik z Pietrelciny zapowiadał przyszłe losy świata i dzień sądu ostatecznego. Jedno z najbardziej znanych widzeń mistycznych miało miejsce 15 stycznia 1957 r. Apokaliptyczna wizja trwała 3 dni i 3 noce.

W książce „Świat objawiony” Zbigniew Kozłowski przywołuje wizję o. Pio, w której ukazuje mu się Jezus Chrystus zapowiadający koniec świata. Wszystko rozpocznie się burzą i ognistym deszczem:

Godzina mego przyjścia, czyli sądu dla jednej trzeciej ludności, jest bliska. (…) Przy tym przyjściu będzie jednak Boże miłosierdzie, a równocześnie twarda i straszna kara.

Powstaną snopy ognistych strumieni padających na ziemię. Po sobie będą następować trzęsienia ziemi, ulewy. Noc będzie bardzo mroźna, wiatr będzie huczał, po pewnym czasie nastąpią grzmoty.

Dalej czytamy, że na ziemię zostaną zesłani Aniołowie Pokoju, którzy przyniosą ducha pokoju ze sobą. Wcześniejsza jednak kara będzie nieporównywalna z żadną inną. „Powaga czasu skłania Mnie do zwrócenia uwagi wszystkim, że to wielkie niebezpieczeństwo grozi ludzkości, jeżeli się ona nie zmieni” – zapowiada Chrystus. Świat nawiedzą wojny:

Od Budapesztu do Norymbergi i od Drezna do Berlina linie te zajęte będą wojskiem. (…) Wskutek powodzi zginą wsie i miasta. Południowa Anglia z północnym brzegiem zniknie, Szkocja ocaleje. Na zachodzie ziemia zniknie, a powstaną nowe lądy. Zginą Nowy Jork i Marsylia. Paryż będzie zniszczony w dwóch trzecich. Reisten, Augsburg, Wiedeń zostaną oszczędzone. Augsburg i kraje na południe od Dunaju nie odczują skutków wojny.

Jezus jednak obiecuje, że nie opuści tych, którzy Jemu powierzyli swoje życie. Słowa w wizji o. Pio są szczegółowe, skłaniają do refleksji i oczekiwania w łasce uświęcającej na przyjście Zbawiciela. Mogą być różnie odczytane: jako proroctwo, ostrzeżenie lub absurd. Cel jednak jest jeden: metanoia – nawrócenie człowieka, zauważenie Boga i zaproszenie Go do swojego życia.

Źródło: www.aleteia.org


Diabły ojca Pio 

Przyszli jak zwykle nocą. W małym pokoiku w domu przy via Santa Maria degli Anieli panował mrok i na wyciągnięcie ręki nie było nic widać, ale oni poruszali się tak, jakby byli u siebie. Zbliżyli się do łóżka, w którym spał o. Pio. Tłum postaci, ciemniejszy niż otaczająca ciemność, stłoczył się nad jego głową. Zaczęli coś szeptać mu na ucho, obiecywać, przekonywać, perswadować. Po chwili zakonnik zerwał się z posłania. Nie był zaskoczony ani przerażony. Znali się przecież od lat…
Powitał swych nocnych gości jak zawsze wylewnie, czyli złajał ich głośno, a trzeba przyznać, że nie przebierał w słowach. Oni natomiast, widząc, że ich subtelna taktyka zawiodła, wrócili do starych i sprawdzonych metod. Część z nich rzuciła się na Świętego, obaliła go na ziemię i zaczęła się nad nim pastwić, w tym czasie pozostali demolowali celę. W powietrzu latały książki, poduszki i krzesła. Nieznajomi wyli z radości, złorzeczyli, kpili i naśmiewali się ze swej ofiary. Nad ranem kiedy wszystkie odgłosy ucichły do pokoiku weszła Giuseppa, matka zakonnika. Przychodziła zawsze o tej samej porze, sprawdzić czy syn jeszcze żyje. Ojciec Pio leżał na ziemi, pobity i zakrwawiony, wśród nieopisanego bałaganu. Pomogła mu położyć się do łóżka. Płakała a on próbował ją pocieszyć. Prosił, żeby się nie martwiła, chciał ją przekonać, że być może już więcej się nie pojawią. Zapewne sam bardzo chciał w to wierzyć, przypuszczał jednak, że przyjdą następnej nocy. I nie pomylił się…

Nicpoń i spółka

Mówił o nich „złoczyńcy”, „dzikie bestie”, „szkaradne gęby”, o ich szefie wyrażał się równie fantazyjnie, nazywał go „nicponiem” „brodaczem”, „bydlakiem”. Tam skąd pochodzili nikt nie śmiałby nazywać ich w ten sposób. Byli przecież synami piekieł, demonami, a ich przywódca nie był jakimś tam nicponiem, ale szatanem, Lucyferem, tym, który przeciwstawił się Bogu i doprowadził do upadku człowieka. Patrząc jednak na sposoby ich działania, to zamiłowanie do tytułomanii wydaje się co najmniej przesadzone. Być może rację miał C. S. Lewis pisząc w „Listach starego diabła do młodego”, że w piekle zapanował kryzys kadrowy. Dawni wyrafinowani kusiciele, mistrzowie intryg, stali się zwykłymi rzezimieszkami, bandziorami. Obecnie nic im nie wychodzi tak dobrze, jak solidne mordobicie, więc biją…

Odkąd o. Pio przyjechał do Pietrelciny, a było to niecałe dwa lata wcześniej, dokładnie w 1909 r., przychodzili niemal codziennie. Maria Pennisi, jedna z mieszkanek Pietrelciny, opowiadała: „Widzieliśmy, że każdej nocy walczył z szatanem. Niekiedy dobiegający z jego pokoju łomot był tak głośny, że słychać go było na sporą odległość. Ileż razy w samym środku nocy jego sąsiedzi wychodzili z domów, przerażeni tym, co dobiegało do ich uszu”. Ojciec Pio szczegółowo opisywał owe nocne zajścia w listach do swego kierownika duchownego, o. Agostino. Demony zrzucały go z łóżka, ciągały za włosy po pokoju, zrywały koszulę i biły po gołym ciele. Bicie miało osłabić wolę i wiarę Świętego a pokusy – dopełnić reszty. Diabeł pojawiał się już to jako młoda, tańcząca nago dziewczyna, już to jako jego kierownik duchowy, potrafił przybrać postać prowincjała, papieża Piusa X, Anioła Stróża, św. Franciszka, a nawet Najświętszej Marii Panny. Kiedy o. Pio miał wątpliwości, czy gość jest tym, za kogo się podaje, nakazywał mu powtórzyć słowa: „Pan Jezus jest moim Panem”. Wówczas demon rejterował. Znikał, aby pojawić się w innej postaci.
Być może diabły nie grzeszyły inteligencją, ale trzeba im przyznać, że ich wywiad działał bez zarzutu. Bardzo szybko zorientowały się, że o. Pio jest kimś wyjątkowym. Już jako kilkuletni chłopiec rozmawiał z Panem Jezusem, Aniołami. Te spotkania nie uszły uwadze piekła i jego wysłannicy zaczęli sprawdzać, z kim mają do czynienia. Ojciec Pio zwierzył się kiedyś, że będąc małym dzieckiem panicznie bał się ciemności. „Jak tylko moja matka gasiła światło – opowiadał – nawiedzały mnie potwory, a ja płakałem. Gdy zapalała światło, uspokajałem się, bo one znikały. Kiedy je gasiła ponownie, wracały do mnie i ja znowu płakałem”. Kilka lat później miały miejsce kolejne niezwykłe wydarzenia. Przykładowo, kiedy wracał ze szkoły do domu, jakiś mężczyzna, ubrany jak ksiądz, zagradzał mu drogę i nie chciał przepuścić. Wówczas pojawiał się bosy chłopiec, czynił znak krzyża i dziwna postać znikała.

Mniej więcej w tym samym czasie Francesco (takie imię nosił przed wstąpieniem do zakonu) miał wizję, która, wyjaśnia wszystko, co miało go spotkać w przyszłości. Ukazała mu się bardzo dostojna postać i rzekła: „Chodź za mną, bo musisz walczyć jak mężny wojownik”. Zaprowadziła go na rozległe pole. Tam po jednej stronie stali ludzie bardzo piękni, ubrani całkowicie na biało, a pod drugiej – szkaradne potwory w czerni. W pewnym momencie dowódca czarnych zastępów zaczął zbliżać się do niego, był to ogromny mężczyzna, sięgający głową chmur. Jaśniejąca postać zachęciła Francesca do walki z tym potworem, ale chłopiec chciał jej uniknąć. Usłyszał jednak: „Musisz walczyć! Odwagi! Pozostanę blisko ciebie i nie pozwolę, byś został pokonany”. Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem, ale z pomocąjaśniejącej postaci, która cały czas była u jego boku, odniósł zwycięstwo. Dostojna postać położyła na głowie Francesca koronę, podniosła go i powiedziała: „Inna, piękniejsza zostanie dla ciebie zachowana, jeśli będziesz walczył z tym bytem z ciemności… Będę blisko ciebie i pomogę ci, aby za każdym razem udało ci się go pokonać”. Podobne doświadczenia miewali Ojcowie Pustyni, oni także często widzieli zastępy Aniołów stojące naprzeciw armii demonów, wiedzieli również, że jeśli odpowiedzą na Boże wezwanie, będą musieli niejeden raz stoczyć walkę, nie tylko o swoje zbawienie, ale także o życie innych.

Diabelskie ataki nasiliły się z chwilą, gdy Francesco zdecydował się wstąpić do zakonu. W 1906 r., w czasie studiów w klasztorze Sant’-Elia a Pianisi, miało miejsce takie oto zdarzenie. Pewnej nocy, po jutrzni, o. Pio nie mógł zasnąć. Słysząc hałas z sąsiedniej celi, pomyślał: „Chyba brat Anastasio również cierpi na bezsenność”. Wpadł na pomysł, aby zaprosić go na pogawędkę. Podszedł do okna i chciał zawołać przyjaciela, lecz głos zamarł mu w gardle: „Zobaczyłem jak ogromny pies wszedł przez okno – opowiadał po latach – a z jego pyska unosił się dym. Upadłem na łóżko i usłyszałem głos z wydobywający się głębi psa: »To on, to ten«. Podczas gdy ciągle leżałem, zwierzę skoczyło na parapet, stamtąd na dach i znikło”. Zapewne nikt nie poznałby tej historii, ale następnego dnia o. Pio, ze znaną sobie prostodusznością, zaczął wypytywać braci, czy nie wiedzą, kto w okolicy ma dużego psa. Dodajmy: psa, który mówi. Dla o. Pio nie było w tym nic nadzwyczajnego. Jego kierownik duchowy, o. Agostino, zapytał go kiedyś, dlaczego nikomu się zwierzył, że rozmawia Aniołami, Panem Jezusem, Maryją. Odpowiedział wówczas, że zawsze uważał to za coś normalnego – był przekonany, że każdy ma takie doświadczenia.

Równie tajemnicze co wizyty demonów, wydawało się pochodzenie dolegliwości, które prześladowały o. Pio od dzieciństwa. Było to często powracające zapalenie płuc, wysoka gorączka, zupełny brak łaknienia. Zdarzało się nawet, że lekarze nie mogli zmierzyć mu temperatury, gdyż termometr pękał, gdy tylko słupek rtęci osiągał poziom 45 stopni Celsjusza. Te dziwne przypadłości będą go nękać do końca życia, a medycyna nieodmiennie będzie wobec nich bezradna. Mówiono, że to taktyka demonów: skoro nie mogły zniewolić jego duszy, starały się zniszczyć jego ciało. Jakkolwiek by było, słabe zdrowie nie pozwalało mu w pełni poświęcić się zakonnemu życiu. Między innymi z tego powodu został wysłany w 1909 r. do rodzinnego domu w Pietrelcinie. Wiejski klimat miał pomóc wzmocnić osłabiony organizm. Wydawało się, że spędzi tam najwyżej kilka miesięcy. Rozłąka z zakonem trwała aż sześć lat. Być może to przypadek, ale w Pietrelcinie, gdzie był odcięty od wsparcia braci, miały miejsce najbardziej spektakularne ataki diabła.

pożeracz kartofli
Najwidoczniej o. Pio nie cieszył się „dobrą” opinią w piekle. Diabły, jakoś tak się dziwnie składa, nie tracą energii na kuszenie grzeszników. Być może nie chcą pomagać tym, którzy się „dobrze” sprawują i wiedzą jak do nich trafić. Święci, jak chociażby Antoni Pustelnik, Marcin De Porres, Jan Vianney znali się z diabłem aż nadto dobrze. Proboszcz z Ars mawiał nawet, że tylko ukochani przez Boga mają ten wątpliwy, przywilej. On wiedział, co mówi. Pewnej nocy, gdy udał się na spoczynek, poczuł na ciele lodowaty dotyk. Po chwili usłyszał: „Vianney! Vianney!… Ty pożeraczu kartofli! Ach tak, ty wciąż jeszcze żyjesz!… Ja cię jeszcze dopadnę!”. Od tej pory każdej nocy był atakowany przez diabelskie zastępy. Tuż po zapadnięciu zmroku zakradały się do jego pokoju. Proboszcz słyszał jak próbują sforsować drzwi i dostać się przez okna. Gdy im się to udawało, zaczynały swe harce. Przesuwały szafy, krzesła, cały dom trząsł się w posadach. Parafianie czuwali uzbrojeni w pokoju obok, ale to wsparcie nie robiło na demonach żadnego wrażenia.
Diabelskie ataki były tak dotkliwe, że chwilami Vianney im nieomal ulegał. Był przekonany, że bliskość diabła jest znakiem, że Bóg go opuścił, że on sam minął się z powołaniem. Ta myśl była tak nieznośna, że nawet próbował uciekać z parafii. Wybiegał na drogę i szedł przed siebie. Raz uciekł do brata, który mieszkał w innej miejscowości, innym razem chciał się zaszyć w klasztorze kapucynów w Lyonie. Zawsze jednak, upraszany przez swych parafian, wracał.

Opowieści o świętych i diabłach mogą nam się wydawać nieprawdopodobne, może czasami nawet śmieszne, ale tak naprawdę zawarty w nich jest pewien ważny przekaz. Klaus Berger w książce „Po co jest diabeł?” mówi wprost, że ten, kto się otwiera na Boga, spotyka także diabła. Życie duchowe nie jest oazą spokoju, duchową drzemką czy też formą relaksu, ale terenem walki, walki na śmierć i życie. Zawierzenie Bogu nie odsuwa zła na bezpieczny dystans, bywa wręcz odwrotnie: ludzie, którzy wstępują na ścieżkę wiary, muszą się zmierzyć z diabłem, z samym sobą, czy z demonami przeszłości.


„towarzysz” Anioł Stróż

Ojciec Pio nigdy nie pozostawał zupełnie sam w konfrontacji ze Złym. Często z pomocą przychodził mu Jezus, przeganiał diabelską sforę i troskliwie układał poturbowanego zakonnika w łóżku. Jednak najwierniejszym przyjacielem, nie tylko w tych trudnych chwilach, ale w całym życiu Świętego, był Anioł Stróż. Ojciec Eusebio, który opiekował się Stygmatykiem w latach 1961 – 1965 tak pisał: „[Anioł Stróż] rozpoczął swoją pracę wcześnie, kiedy Ojciec Pio był jeszcze chłopcem. Przyjął wygląd innego dziecka i stał się dla niego widzialny. Później (…) o. Pio nazwie swojego Anioła Stróża «towarzyszem mego dzieciństwa». To określenie ujawnia zażyłą przyjaźń między braciszkiem a jego ukochanym Aniołem. Towarzysz nie jest osobą, którą widzisz sporadycznie, lecz osobą, którą widzisz często i z którą jesteś w przyjaźni”. Nie zawsze było tak słodko jak pisał o. Eusebio, zdarzały się między nimi także niesnaski. Anioł Stróż niekiedy był krnąbrny i nieposłuszny. Oto jeden z zapisów wizji o. Pio: „Aniele Boga, mój Aniele… Czy troszczysz się o mnie?…. Czy jesteś stworzeniem Boga?… Albo jesteś stworzeniem Boga, albo Stwórcą? Jesteś stwórcą? Nie. Dlatego jesteś Bożym stworzeniem i masz prawa, które musisz przestrzegać… Musisz przebywać obok mnie, czy chcesz, czy nie… On się śmieje… Z czego tu się śmiać?”.
Anioł Stróż miał jeszcze jedną cechę, która być może jest czymś normalnym wśród istot, które doświadczyły wieczności, ale na ziemi rzadko bywa tolerowana. Niestety był na bakier z punktualnością. Jedną z takich sytuacji opisał o. Pio w liście do o. Agostino: „W sobotę myślałem, że naprawdę chcą mnie zabić. Nie wiedziałem, którego świętego błagać o pomoc. Zwróciłem się do mojego Anioła, lecz on celowo się spóźniał. W końcu przyleciał do mnie śpiewając Bogu hymny swoim anielskim głosem. Wtedy zdarzyło się to, co zwykle: ostro zganiłem go za jego zwłokę, kiedy tak żarliwie wołałem go o pomoc. Aby go ukarać umyślnie, nie stanąłem z nim twarzą w twarz, chcąc utrzymać go na dystans. Biedak w końcu zwrócił moją uwagę swym płaczem i kiedy stanąłem blisko przed nim zrozumiałem, że chciał mnie przeprosić”.

Anioł Stróż nie był może doskonały, ale trzeba przyznać, że wspierał Ojca Pio w najtrudniejszych chwilach, pomagał mu w walce z pokusami, bronił przed demonami. Niekiedy musiał uciekać się do bardzo przemyślnych forteli, aby oszukać wysłanników piekła.

Kiedy o. Pio przebywał w Pietrelcinie, utrzymywał jedynie korespondencyjny kontakt ze swoim kierownikiem duchowym. Te listy były często dla o. Pio jedynym źródłem wsparcia w duchowych rozterkach. Diabeł za wszelką cenę próbował przerwać ową „szkodliwą” działalność o. Agosti-no: „Ostatnio, kiedy otrzymałem Twój list – zwierzał się o. Pio – ci kozacy powiedzieli mi zanim go otworzyłem, abym go podarł i rzucił do ognia. Gdybym to zrobił, oni rzekomo odsunęliby się na dobre i nigdy nie męczyliby mnie więcej. Pozostałem niemy, nie dałem im jakiejkolwiek odpowiedzi, chociaż gardziłem nimi w mym sercu. Wówczas oni dodali: »chcemy tego po prostu jako warunku naszego odwrotu. Czyniąc to nie okażesz nikomu pogardy«. Odpowiedziałem im, że nic nie byłoby w stanie mnie skłonić do zmiany mego zamiaru. Wówczas rzucili się na mnie jak zgraja wygłodniałych wilków”, pisze w swoich listach. Diabły pilnie śledziły, co też o. Pio o nich wypisuje. Próbowały go nakłonić, aby o nich nie wspominał, sugerowały, żeby opisywał tylko te „najprzyjemniejsze wizyty”, czyli odwiedziny Jezusa i Maryi. Sami woleli pozostawać w cieniu, aby w ten sposób uśpić czujność kierownika duchowego. Kiedy to nie pomagało, niszczyły korespondencję – w kopertach były czyste kartki lub całkowicie poplamione. Ku zdziwieniu proboszcza z Pietrelciny, który był świadkiem owych wypadków, o. Pio zawsze znajdował sposób, żeby je odczytać. Kładł na nich krzyż lub kropił wodą święconą, a wtedy ich oczom ukazywało się zamazane pismo. Co więcej zdarzało się, że zakonnik wiedział, o czym pisał o. Agostino, pomimo że kartki były czyste. Nie był to dar jasnowidzenia, to Anioł Stróż dyktował swemu podopiecznemu niewidoczną treść listu.

Innym razem o. Agostino postanowił poddać próbie zarówno o. Pio, jak i samego diabła. Wysłał list po francusku. Diabeł- zgodnie z przypuszczeniem o. Agostino – ponoć nie znosi tego języka, więc trzymał się z dala od korespondencji. Marna to była pociecha, ponieważ o. Pio znał tylko swój ojczysty język. Po kilku dniach o. Agostino otrzymał jednak odpowiedź z Pietrelciny, napisaną po francusku ręką o. Pio. Jak się później okazało, Anioł Stróż był nie tylko obrońcą Stygmatyka, ale także jego osobistym tłumaczem.

nowa strategia
W1916 r. stan zdrowia o. Pio poprawił się na tyle, że mógł on znowu włączyć się w zakonne życie. Najpierw został wysłany do klasztoru w Fogii. Niestety nie przebywał tam zbyt długo, ponieważ w ślad za nim udał się „nicpoń”. Młodzi zakonnicy byli zatrwożeni odgłosami dochodzącymi z celi, gdzie zamieszkał o. Pio. Huki, piski, wrzaski nie pozwalały nikomu zasnąć. W końcu postanowiono pozbyć się problemu, wysyłając o. Pio do innego klasztoru. Wybór padł na San Giovanni Rotondo, gdzie, jak mówiono, łagodny klimat będzie bardziej odpowiedni dla schorowanego zakonnika.
Dwa lata później miało miejsce ważne wydarzenie. Ojciec Agostino opisał je w swoim dzienniku: „W 1918 r. szatan został definitywnie pokonany. Sługa Boży nie odczuwa więcej nawet najmniejszej pokusy. Teraz złość szatana wyładowuje się w zniszczeniu dzieła, które sługa Boży wykonuje”. Bezpośrednie ataki demonów stają się rzadsze, wzmaga się natomiast zamęt wokół osoby o. Pio. Pojawiają się opinie podważające świętość zakonnika z Pietrelciny, niektórzy twierdzą, że ma słabość do płci pięknej. Nawet jego bracia mieli widzieć, jak wpuszczał nocą do klasztoru jakieś kobiety. Podobne oskarżenia pojawiły się także kilkanaście lat później. Nie był już wtedy pierwszej młodości, ledwo chodził, lekarze dziwili się, że jeszcze żyje, ale to nie przeszkadzało w tym, żeby uznać go za rozpustnika. Inni widzieli w nim oszusta, który kwasem wypala sobie rany, licząc na sławę i rzecz oczywista pieniądze. Nawet ci, którzy w dobrej wierze starali się bronić zakonnika, przysparzali mu tyle samo problemów, co jego wrogowie. Złość i nienawiść diabła były tym większe, im bardziej oczywiste stawało się, kim dla ludzi był o. Pio. Diabłu nie chodziło jedynie o poniżenie Świętego, ale o odebranie tego, co dawał innym, o zniszczenie nadziei.

Kiedy okazało się, że ta nowa strategia była bezskuteczna, diabeł chwycił za najcięższą broń w swym arsenale. To doświadczenie święci nazywają pokusą rozpaczy. Diabeł przestał go nękać, ale był to raczej powód do niepokoju niż radości. Jak pisał wcześniej o. Pio: „Jeśli diabeł czyni zgiełk, to znak, że jest nadal poza nami, a nie w nas. To, co musi nas przerażać, to jego pokój i zgoda z duszą ludzką”. Tymczasem nie tylko diabeł „przestał się dobijać”, zamilkło także niebo. Ojciec Pio zaczął miewać skrupuły i wątpliwości. „Biedny Ojciec w żadnym czynie nie może mieć nie tylko pewności moralnej, ale nawet racjonalnego przypuszczenia, że działanie to podoba się Bogu” – zanotował w swym dzienniku o. Agostino. Ojciec Pio pisał: „żyję w wiecznej ciemności; ciemności są najgęściejsze. […] są pewne chwile, kiedy jestem atakowany przez gwałtowne pokusy przeciw wierze. Jestem pewny, że moja wola nie podda się im, ale moja wyobraźnia ożywia się i ukazuje w tak jasnych kolorach pokusę, która błąka się w umyśle, że ta przedstawia grzech nie tylko jako coś obojętnego, ale nawet zachwycającego. Z tego rodzą się jeszcze te wszystkie myśli zniechęcenia, nieufności, rozpaczy, a nawet – na litość Boską- nie przeraź się, Ojcze – myśli bluźniercze. Wobec tak wielkiej walki ogarnia mnie paniczny lęk, drżę ciągle, zadaję gwałt samemu sobie i jestem pewny, że tylko dzięki łasce Pana Boga nie padam”. Był to rok 1928. Siedem lat później Ojciec w swym dzienniku odnotował: „Ta próba najprawdopodobniej będzie trwała aż do samej śmierci…”. W tych trudnych chwilach nie pomogła mu siła jego wiary, jego wola trwania przy Bogu. Jeżeli nie pogrążył się w rozpaczy to tylko dzięki posłuszeństwu. O. Agostino nie rozwiewał jego wątpliwości, nie próbował wyjaśniać mu, że jego skrupuły są bezpodstawne. Wiedział, że tak mu nie pomoże. Nakazał mu wierność Bogu, pod rygorem posłuszeństwa.


aż do śmierci

„Nicpoń” nigdy nie opuścił o. Pio. Brat Alessio Parente, który opiekował się nim w ostatnich latach życia, opisał takie oto zdarzenie. Jak co wieczór po skończeniu swoich obowiązków udał się na spoczynek. Zaledwie wszedł do swojej celi, usłyszał dzwonek, którym o. Pio go przywoływał, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Wrócił do celi Stygmatyka, zapytał się, co się stało, a ten tylko się uśmiechnął. Historia powtórzyła się kilkakrotnie. W końcu nie wytrzymał: „Ojcze, wołasz mnie tutaj, lecz kiedy przybywam, zamiast powiedzieć mi, czego chcesz, uśmiechasz się po prostu do mnie. Jeśli mi nie pozwolisz spać, to ty będziesz tym, który będzie musiał pomagać mi jutro, a nie ja tobie”. Ojciec Pio, uśmiechnął się ponownie i odpowiedział: „Proszę cię, mój synu, zechciej spać na tym krześle, tu obok mnie, gdyż ci nikczemnicy nie opuszczają mnie dziś w nocy nawet na chwilę”. Brat Alessio został przy nim. Diabły się nie pojawiły, być może przyszedł spóźniony Anioł Stróż, ale o tym wiedział tylko o. Pio.
Marcin Jakubionek
 
za: opoka.org.pl / miesięcznik katolicki ,,List” 07-08 2008

Koronka do Najświętszego Serca Pana Jezusa wg św. Ojca Pio

1. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie, a będzie wam otworzone”, wysłuchaj mnie, gdyż pukam, szukam i proszę o łaskę…

Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu…

Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

2. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosić będziecie Ojca w imię Moje, da wam”, wysłuchaj mnie, gdyż proszę Ojca w imię Twoje o łaskę…

Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu…

Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

3. O mój Jezu, Ty powiedziałeś: „Zaprawdę powiadam wam: niebo i ziemia przeminą, ale Moje słowa nie przeminą”, wysłuchaj mnie, gdyż zachęcony Twoimi słowami proszę o łaskę…

Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu…

Słodkie Serce Jezusa, w Tobie pokładam nadzieję.

O słodkie Serce Jezusa, dla Ciebie tylko jedno jest niemożliwe: nie mieć litości dla strapionych; dlatego okaż litość nad nami, biednymi grzesznikami i udziel nam łaski, o którą Cię prosimy przez bolesne i Niepokalane Serce Maryi, Twojej i naszej czułej Matki. Amen.

Witaj Królowo, Matko miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj! Do Ciebie wołamy wygnańcy Ewy; do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole. Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć, a Jezusa błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!

Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami.

Litania do św. Ojca Pio

Kyrie eleison. Chryste eleison. Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas.
Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Święty Ojcze Pio, módl się za nami.
Wierny natchnieniom Ducha Świętego, módl się za nami.
Rozmiłowany w pokorze i ubóstwie Jezusa Chrystusa, módl się za nami.
Gorliwy kapłanie Jezusa Chrystusa, módl się za nami.
Wierny naśladowco św. Franciszka z Asyżu, módl się za nami.
W ciele swoim noszący znamiona męki Zbawiciela, módl się za nami.
Cieszący się nadprzyrodzonymi darami, módl się za nami.
Ozdobo zakonu franciszkańskiego, módl się za nami.
Niosący światu dobro i pokój, módl się za nami.
Wybrane naczynie świętości i łaski, módl się za nami.
Niezmordowany w jednaniu grzeszników z Bogiem, módl się za nami.
Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami.
Zdobywający serca prostotą i mocą Słowa Bożego, módl się za nami.
Nauczający bardziej przykładem niż słowem, módl się za nami.
Wzorze miłości Boga i bliźniego, módl się za nami.
Spotykający Chrystusa w każdym człowieku, módl się za nami.
Opiekunie cierpiących, módl się za nami.
Pociecho nieszczęśliwych, módl się za nami.
Znoszący upokorzenia z cierpliwością, módl się za nami.
Mężny wśród przeciwności, módl się za nami.
Wzorze franciszkańskiego ubóstwa, módl się za nami.
Wzorze czystości kapłańskiej, módl się za nami.
Mężu doskonałego posłuszeństwa, módl się za nami.
Miłośniku życia ukrytego, módl się za nami., módl się za nami.
Mężu modlitwy, skupienia i kontemplacji, módl się za nami.
Nauczycielu modlitwy garnących się do Chrystusa, módl się za nami.
Możny nasz orędowniku u Boga, módl się za nami.

Módl się za nami św. Ojcze Pio,
abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych

Módlmy się:
Boże, Ty sprawiłeś, że św. Ojciec Pio żył w ubóstwie i pokorze, by w ten sposób upodobnić się do Twojego Syna, Jezusa Chrystusa; spraw, prosimy Cię, abyśmy postępując tą samą drogą, z jego pomocą naśladowali Twojego Syna i zjednoczyli się z Tobą w pełni wesela i miłości. Amen.

Nowenna do św. Ojca Pio

Nowenna jest szczególną formą modlitwy. Jest wytrwałym przypominaniem sobie i siebie przed Bogiem w potrzebie realizacji słów Chrystusa: „Proście a otrzymacie, szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą wam…” Nowenna to wytrwała modlitwa bespośrednio do Boga, przez wstawiennictwo Maryi, przez wstawiennictwo świętych. To swoista modlitwa wstawiennicza, własna – we własnej intencji, czy też intencji bliźnich, ale opierająca się na szczególnym wstawiennictwie Pośredników, jakich Bóg postawił na naszej drodze życia.

Poniżej tekst nowenny, modlitwy wstawienniczej przez pośrednictwo Ojca Pio. Szczególnymi dniami „prowokującymi do modlitwy dziewięciu dni” to czas przed rocznicą stygmatyzacji, śmierci, czy narodzin Ojca Pio.

Dzień 1. Błogosławiony Ojcze Pio, z przekonaniem uczyłeś, że Opatrzność Boża mieszając radość ze łzami w życiu ludzi i całych narodów prowadzi do osiągnięcia ostatecznego celu; że za widoczną ręką człowieka jest zawsze ukryta ręka Boga, wstawiaj się za mną, bym w mojej trudnej sprawie ………,
którą przedstawiam Bogu, przyjął z wiarą Jego Wolę.
Codziennie: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

Dzień 2. Błogosławiony Ojcze Pio, ty zachęcałeś małodusznych do porzucenia lęku i uznania się za najszczęśliwszych, gdy staną się godni tego, by uczestniczyć w bólach Boga Człowieka, by wierzyli, że to nie opuszczenie, ale wielka miłość Boga, ośmielony przykładem twojej ufności wobec Boga, proszę o wstawiennictwo w mojej intencji ……….,
którą ci przedkładam.
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

Dzień 3. Błogosławiony Ojcze Pio, ty przez codzienne dźwiganie krzyża zasłużyłeś na miano Cyrenejczyka, wierzyłeś, że Pan w swoim miłosierdziu poda rękę i obdarzy mocą, módl się za mną w moich trudnościach ………
i uproś mi u Jezusa łaskę wytrwania w dobrym. Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

Dzień 4. Błogosławiony Ojcze Pio, doświadczony z woli Bożej wielkim cierpieniem, przyjmowałeś je jako los wybranych dusz i dar prowadzący do zbawienia, wstawiaj się za mną u Boga, abym mógł z godnością chrześcijańską przyjąć mój ból i uproś łaskę ……
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

Dzień 5. Błogosławiony Ojcze Pio, ty przez swoje niezwykle zjednoczenie z Panem wlewałeś w serca wątpiących nadzieję, że Bóg chrześcijan jest Bogiem przemiany, że z cierpienia rodzi się pokój, a z odrzucenia rozpaczy budzi się nadzieja, bądź ze mną w moim doświadczeniu ……….,
abym ufał w miłość Bożą.
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

Dzień 6. Błogosławiony Ojcze Pio, ty stałeś się dla nas przykładem posłuszeństwa w wierze, wiedziałeś, że gdzie nie ma posłuszeństwa, tam nie ma cnoty, tam nie ma dobra i nie ma miłości; gdzie nie ma miłości, tam nie ma Boga, a bez Boga nie idzie się do nieba, bądź moim orędownikiem u Boga, gdy proszę o łaskę ……….
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

Dzień 7. Błogosławiony Ojcze Pio, niestrudzony naśladowco Chrystusa, wszystkich z ufnością proszących o pomoc zapewniałeś, że otrzymają od Boga łaskę świętej wytrwałości, módl się za mną, gdy błagam Boga o łaskę ……….
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …..

Dzień 8. Błogosławiony Ojcze Pio, wzorze ewangelicznej miłości Boga i bliźniego, ty umacniałeś w ludzkich sercach przekonanie, że Bóg nie może odrzucić szczerego pragnienia miłowania Go, w imię miłości, która przepełniała twoje życie, wyjednaj mi w niebie dar ………,
o który cię z ufnością proszę.
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

 

Dzień 9. Błogosławiony Ojcze Pio, Maryja była ci Matką najmilszą, Ją wysławiałeś najbardziej spośród wszystkich stworzeń na niebie i na ziemi, przez twoje oddanie Bożej Matce proszę o pomoc w mojej potrzebie……….
Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu …

INNE MATERIAŁY WIDEO

Rekolekcje „Się źle modlicie” cz. 9

Rekolekcje „Się źle modlicie” cz. 9

Świadectwo z Medjugorje ks Piotr Glas [PL]

Świadectwo z Medjugorje ks Piotr Glas [PL]

Proroctwo

Proroctwo

Proroctwo o Polsce, Proroctwo dla Polaków

Proroctwo o Polsce, Proroctwo dla Polaków

XXVII Festiwal im. Adama Didura 30-IX-2017r.

XXVII Festiwal im. Adama Didura 30-IX-2017r.

Procesja Fatimska – Wrzesień 2017r

Procesja Fatimska – Wrzesień 2017r

Procesja Fatimska Parafia Chrystusa Króla w Sanoku Sierpień 2017r

Procesja Fatimska Parafia Chrystusa Króla w Sanoku Sierpień 2017r

MARY’S LAND. ZIEMIA MARYI

MARY’S LAND. ZIEMIA MARYI

Co to jest Eucharystia?

Co to jest Eucharystia?

RELACJE WIDEO

Rekolekcje ewangelizacyjne 20 – 22.10.2017 dzień 1 i 2

Rekolekcje ewangelizacyjne 20 – 22.10.2017 dzień 1 i 2

Parafia Chrystusa Króla w Sanoku
kazanie z zaproszeniem na rekolekcje

Parafia Chrystusa Króla w Sanoku <br/>kazanie z zaproszeniem na rekolekcje

Czy można robić sobie tatuaże? – ks. Piotr Glas

Czy można robić sobie tatuaże? – ks. Piotr Glas

ks. Michał Olszewski dostaje SMSy od Szatana

ks. Michał Olszewski dostaje SMSy od Szatana

Setna rocznica objawień FATIMSKICH

Setna rocznica objawień FATIMSKICH

3 rocznica kanonizacji św Jana Pawła II

3 rocznica kanonizacji św Jana Pawła II

MIŁOSIERDZIE BOŻE

MIŁOSIERDZIE BOŻE

Orędzie Wielkanocne 2017

Orędzie Wielkanocne 2017

7 znaków końca świata. Apokalipsa

7 znaków końca świata. Apokalipsa

ŚPIEWAJ Z NAMI!

Na Roraty 2017 ze świętym Józefem

Na Roraty 2017 ze świętym Józefem

Krótka piosenka o zaufaniu || Dzień Ubogich 2017

Krótka piosenka o zaufaniu || Dzień Ubogich 2017

Tak mnie skrusz, tak mnie złam

Tak mnie skrusz, tak mnie złam

Nie mądrość świata tego

Nie mądrość świata tego

Wystarczy Byś Był

Wystarczy Byś Był

TGD i Kuba Badach „Mario, czy już wiesz?”

TGD i Kuba Badach „Mario, czy już wiesz?”

DO SERCA JEZUSOWEGO

DO SERCA JEZUSOWEGO

Duchu Święty, przyjdź i rozpal nas.!

Duchu Święty, przyjdź i rozpal nas.!

JEZU UFAM TOBIE

JEZU UFAM TOBIE
2013 - 2017 © ChrystusKrol.Esanok.pl
Realizacja na podstawie materiałów powierzonych: Obsluga-Medialna.pl

Parafia pw. Chrystusa Króla w Sanoku, 38-500 Sanok ul. Jana Pawła II 55